Author: oxymedica

Kriokomora – leczenie dla odważnych :-)

snowLubicie zimno? Tak, oczywiście znamy odpowiedź. Na pewno większość z nas woli lato, nie zimę. Ja jednak chciałabym Was zachęcić do zaprzyjaźnienia się z mrozem, przynajmniej chwilowego. Zainspirowana doświadczeniami jednego z naszych pacjentów zaczęłam korzystać z zabiegów w kriokomorze. Przypomniały mi one jak wielu ciekawych doznań dostarczyło mi zimno gdy rok wcześniej testowałam na sobie metodę specjalnych technik oddechowych i zimnych pryszniców Wima Hofa (relacja w jednym z naszych wpisów na blogu). To drugie zetknięcie z zimnem nie było już dla mnie tak ogromnym szokiem i, na szczęście, nie wzbudziło tak dużego oporu. Wręcz przeciwnie – oswojony chłód stał się inspirującym narzędziem do obserwacji ciała i umysłu. Ale ponieważ kriokomora ma – poza potencjałem wzbudzania ciekawych doznań – za sobą liczne badania naukowe w poniższym artykule skupię się właśnie na nich. Krioterapia od dawna znajduje zastosowanie w leczeniu schorzeń układu ruchowego, stwardnienia rozsianego czy chorobie Parkinsona. Z powodzeniem rehabilituje się w niej wszelkie urazy i kontuzje. Od jakiegoś już czasu coraz więcej badań donosi o skutecznym zastosowaniu krioterapii w celu odbudowy komórek nerwowych. Dlatego chociaż za oknami coraz cieplej, my zachęcamy Was do zapoznania się z korzyściami krioterapii i do poflirtowania z zimnem.

Czym jest krioterapia

Krioterapia polega na ekspozycji organizmu na bardzo niskie temperatury przez krótki okres czasu (najczęściej trzy minuty w -110 stopni Celsjusza). Tak skrajne zimno podobnie jak ćwiczenia, wysoka temperatura (sauna) czy głodówka stanowią dla organizmu stres. Jednak w odróżnieniu od tradycyjnie rozumianego stresu, w tym wypadku mamy do czynienia z efektem hormetycznym – takim działaniem czynnika stresogennego, który – dzięki niewielkiej dawce – staje się korzystny. Okazuje się, że już sam Paracelsus o tym wiedział, o czym świadczą jego słowa Dosis facit venenum, czyli – to dawka (a nie substancja, a w naszym wypadku czynnik) czyni truciznę. Z takim efektem mamy do czynienia w przypadku różnych substancji, działań i procedur terapeutycznych, również w przypadku kriokomory.

Krioterapia i stany zapalne

Zabiegi w kriokomorze zmniejszają stany zapalne poprzez zwiększenie poziomu noradrenaliny. Ten hormon zmniejsza poziom cytokiny prozapalnej TNF-alfa utrzymującej stan zapalny. Noradrenalina hamuje również inne procesy prozapalne dzięki czemu zmniejsza ból.

Układ odpornościowyice

Krioterapia wspomaga tworzenie się zdrowej populacji komórek układu odpornościowego, między innymi cytotoksycznych limfocytów T, które pełnią kluczową rolę w ochronie organizmu przed nowotworami. W jednym z badań, które ukazało się w European Journal of Applied Psychology opisano rezultaty stosowania kriokomory w obrębie działania układu immunologicznego. 15 młodych mężczyzn poddało się10 trzyminutowym zabiegom krioterapii. Przed i po zabiegach pobrano krew w celu przeprowadzenia badań monitorujących stan układu odpornościowego. Okazało się, że po zabiegach znacząco wzrosła liczba białych ciałek krwi, poziom interleukiny 6 (IL6), której wzrost był najbardziej wyraźny po 10 sesji, co może świadczyć o kumulatywnych efektach krioterapii. W podsumowaniu badania zauważono, że powtarzane sesje krioterapii mają „efekt mobilizujący” na układ odpornościowy.

Mózg

Kriokomora silnie oddziałuje na mózg i układ nerwowy. Głównym mechanizmem, który jest za to odpowiedzialny, jest znaczne zwiększenie poziomu noradrenaliny. Hormon ten odpowiada za wyostrzoną uwagę, czujność, poprawia koncentrację i pamięć. Ponadto w trakcie zabiegu wzrasta poziom białek szoku cieplnego (HSP, ang. heat shock protein), zwłaszcza RBM3 (ang. RNA binding motif protein 3), które są obecne w wielu tkankach, również w mózgu. RBM3 nasila syntezę białek w zakończeniach dendrytów, czyli w miejscu, gdzie tworzą się synapsy, chroniąc tym samym mózg przed zmianami powodowanymi przez choroby neurodegeneracyjne.

Metabolizm

Ekspozycja na zimno zmusza ciało do wzmożonej termogenezy. Dzieje się to za pośrednictwem procesu zwanego termogenezą drżeniową oraz termogenezą bezdrżeniową. W tej pierwszej ciepło wytwarzane zostaje poprzez nieznaczne, ale szybkie skurcze włókien mięśniowych. W drugim wypadku proces wytwarzania ciepła odbywa się w brunatnej tkance tłuszczowej. Również w tym wypadku cały proces kontroluje noradrenalina.

Zdrowie psychiczne

Dodatkowo krioterapię można stosować w przypadku zaburzeń nastroju oraz stanów lękowych. Zgodnie z jednym z badań wpływ na nastrój odbywa się poprzez wpływ ekstremalnie niskich temperatur na wzrost aktywności układu serotoninergicznego oraz noradrenergicznego w mózgu i prawdopodobnie poprzez ten mechanizm prowadzi do ustąpienia symptomów depresji. W innym badaniu przeprowadzonym w ośrodku we Wrocławiu monitorowano (za pomocą specjalnych testów) stan psychiczny pacjentów poddawanych krioterapii. W rezultacie okazało się, że krótka ekspozycja na zimno ma niezwłoczny, pozytywny wpływ na samopoczucie pacjenta. Tuż po wyjściu z komory pacjenci obserwowali poprawę nastroju, głęboką relaksację, euforię, odświeżenie i lepszy humor. Co ciekawe, ten stan utrzymywał się jeszcze przez długi okres po sesji.

Szumy uszne

Okazuje się, że zabiegi w kriokomorze mogą również pomóc w przypadku szumów usznych. W jednym z badań (przeprowadzonych w Polsce) przyjrzano się wpływowi krioterapii na tę właśnie dolegliwość. 120 pacjentów z szumami podzielono na dwie grupy – 80 pacjentów poddało się krioterapii, 40 – nie. Pacjenci przeszli 10 sesji, w dwóch cyklach (z przerwą na weekend). Sesja trwała 3 minuty i była przeprowadzona w temperaturze -110 stopni. W wyniku badania okazało się, że szumy uszne ustąpiły całkowicie u 4 pacjentów, zaś ich intensywność zmalała u 47 pacjentów. Po badaniu odnotowano też zmniejszenie się średniej utraty słuchu.

 

ice 1I co, wciąż boicie się zimna? Jeśli tak, posłuchajcie Wima Hofa (albo przeczytajcie nasz artykuł), na pewno doda Wam odwagi. Od siebie tylko dodam, że z czasem zimno przestaje być takie zimne i organizm zupełnie inaczej reaguje na skrajnie niskie temperatury. Ja z mojej przygody z kriokomorą jestem bardzo zadowolona (z odczuwalnych korzyści – ustąpił mi ból kostki przeciążonej powtarzającymi się kontuzjami, sen się pogłębił, poprawiła się morfologia no i nastrój, zwłaszcza tuż po zabiegu) i jako osoba zdrowa chyba nie mogłam liczyć na żadne inne widoczne zmiany. Ale zachęcam do skorzystania z krioterapii przede wszystkim zmagających się z dolegliwościami w obrębie układu ruchu oraz ze stwardnieniem rozsianym bo w trakcie terapii spotkałam kilka osób z tymi dolegliwościami, które były bardzo zadowolone z rezultatów.

 

Bibliografia:

http://www.cryousasolutions.com/wp-content/uploads/2015/11/Depressive-Symptoms.pdf

http://www.cryousasolutions.com/wp-content/uploads/2015/11/Depression.pdf

http://www.cryousasolutions.com/wp-content/uploads/2015/11/Pain-and-Rheumatoid-Conditions.pdf

http://www.cryousasolutions.com/wp-content/uploads/2015/11/Depression-and-Anxiety.pdf

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19779735

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11059263

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/18552023

Hortiterapia, czyli leczenie ogrodem

garden1O tym, że rośliny leczą, wie zapewne każdy z nas. Jednak częściej lecznicza moc roślin kojarzy nam się z ziołolecznictwem, spożywaniem bogatych w witaminy i minerały warzyw czy też skoncentrowanych ekstraktów o potwierdzonym działaniu w przypadku określonych dolegliwości. Tymczasem już sama obecność roślin w naszym otoczeniu wpływa na nasze samopoczucie (o czym pisaliśmy w poprzednim poście), czego zapewne każdy z nas doświadczył nie raz spacerując leśną ścieżką i wsłuchując się w kojące głosy ptaków. Przebywanie blisko natury uspokaja, pokrzepia, dodaje pozytywnej energii, redukuje stres ale również – co ciekawe – może sprzyjać rozwojowi umiejętności społecznych jeśli przybiera formę, na przykład, wspólnej pracy w ogrodzie. Ogrodoterapia – bo to o niej chcemy Wam dziś opowiedzieć – oferuje bardzo szerokie spektrum korzyści poprzez swoje holistyczne oddziaływanie uwzględniające złożoność ludzkiej istoty. Na całym świecie, ale głównie w USA, Kanadzie, w Japonii oraz na zachodzie Europy od dawna stosuje się ją jako skuteczną metodę wspomagającą w leczeniu oraz rehabilitacji dzieci wymagających specjalistycznej opieki (z autyzmem, dziecięcym porażeniem mózgowym), osób starszych (z demencją, chorobą Alzheimera czy Parkinsona), cierpiących na choroby psychiczne ale także w terapii uzależnień czy rehabilitacji więźniów.

Historia ogrodnictwa jako metody terapeutycznejgarden

Ogrodnictwo terapeutyczne jako metoda terapeutyczna łącząca prace w ogrodzie z działaniami terapeutycznymi różnego rodzaju pojawiło się stosunkowo niedawno. Jednak ogrody ze względu na ich korzystny wpływ na człowieka wykorzystywano już w zamierzchłej historii – specjalnie projektowane i realizowane w II w. p.n.e. w Mezopotamii oraz nieco później w Persji miały pozytywnie oddziaływać na przebywające w nich osoby. W starożytnym Egipcie lekarze pacjentom z problemami natury psychicznej zalecali właśnie spacery w ogrodzie. W średniowieczu ogrody wchodzące w skład klasztorów stanowiły miejsca leczenia zarówno psychicznych, jak i fizycznych bolączek odwiedzających je pacjentów. Tymczasem pierwsze zapisy dotyczące stosowania ogrodnictwa w leczeniu schorzeń psychicznych pochodzą z XIX wieku z USA. To właśnie jeden z czołowych w owym czasie garden2psychiatrów, dr Benjamin Rush, mówił o leczącym działaniu ogrodów w przypadku pacjentów ze schorzeniami umysłowymi. W jednej ze swoich książek wspomina, że „grzebanie w ogrodzie” jest jedną z aktywności podejmowanych przez pacjentów wyleczonych z manii w przeciwieństwie do tych, których wyleczyć się nie udało. Ponieważ dr Rush cieszył się dużą renomą i wywarł znaczący wpływ na rozwijającą się w owym czasie psychiatrię jego obserwacje spowodowały, że szpitale psychiatryczne zaczęto budować w otoczeniu drzew, trawników i zielonych alejek, a wraz z upływem czasu w USA prace ogrodowe stały się elementami terapii zarówno w prywatnych jak i państwowych placówkach leczniczych. Dziś hortiterapia staje się coraz powszechniejszą praktyką i uznaje się ją za skuteczną metodę zarówno wspierającą zachowanie szeroko pojmowanego zdrowia jak i odzyskiwanie go. Stosuje się ją w najróżniejszych ośrodkach takich jak szpitale, sanatoria, szpitale psychiatryczne, szkoły specjalne, więzienia czy domy opieki.

KorzyściJapanese_Garden_Devonian_Botanic_Garden_Edmonton_Alberta_Canada_31A

Hortiterapia poprzez swoje wszechstronne oddziaływanie niesie ze sobą różnorakie korzyści. Oto najważniejsze z nich:

  1. kognitywne
  • poszerza wiedzę
  • gwarantuje zdobywanie nowych umiejętności
  • poprawia pamięć
  • poszerza słownictwo
  • uczy obserwacji
  • usprawnia koncentrację
  1. fizjologiczne
  • normuje ciśnienie
  • redukuje stres
  • zmniejsza poziom kortyzolu
  1. społeczne
  • poprawia umiejętności komunikacyjne
  • stymuluje interakcje w obrębie i poza grupą
  1. fizyczne
  • zapewnia ruch na świeżym powietrzu
  • rozwija motorykę małą i dużą
  • usprawnia koordynację wzrokowo-ruchową
  1. emocjonalne
  • uwalnia napięcia i agresję
  • rozwija uczucia samoakceptacji i pewności siebie
  • stymuluje entuzjazm
  • rozwija kreatywność

garWszechstronność działania w przypadku hortiterapii skutkuje maksymalną poprawą funkcjonowania społecznego, fizycznego, psychicznego i poznawczego oraz poprawie ogólnego stanu zdrowia i samopoczucia tych wszystkich, którzy regularnie się jej oddają. Dlatego nie czekajmy, aż będziemy chorzy. Każdy z nas może i powinien czerpać korzyści z jej dobrodziejstw, zwłaszcza teraz – sezon na hortiterapię idealny!

 

Bibliografia:

http://www.annarborfarmandgarden.org/uploads/6/8/1/9/6819113/history_horttherapy.pdf

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3372556/

Uzdrawiająca moc obecności roślin

diNie wiem jak wy, ale ja uwielbiam otaczać się kwiatami i roślinami. Oczywiście najbardziej tymi żyjącymi w ogrodzie lub lesie. Ale niestety, nie mieszkam w szałasie zatopionym w żywej naturze i choć bywam na wsi to jednak większość czasu spędzam w – choć pięknym – to jednak mieście, wśród asfaltu, betonu i spalin. Dlatego jeśli już mam wpływ na wygląd wnętrza, w którym przebywam, to wybieram to wypełnione roślinnością. Wiem, że nie ja jedna – chyba wszystkich nas ciągnie tam, gdzie soczysta zieleń podnosi wibracje otaczającej ją przestrzeni. Ale pewnie nie każdy wie, że wpływowi roślin wnętrzach na ludzi przyglądali się już naukowcy i opublikowali bardzo ciekawe badania na ten temat.

Dlaczego warto mieć kwiaty w domu

Do najważniejszych korzyści wynikających z obecności roślin w naszych domach czy biurach należą:

  • poprawa jakości powietrza

Rośliny oczyszczają powietrze – zgodnie z badaniem NASA przeprowadzonym w 1989 roku usuwają do 87 % lotnych związków organicznych (ang. Volatile Organic Compounds, VOCs) w ciągu każdej doby. Te substancje to m.in. formaldehyd, benzen i trichloroetylen, obecne w plastikowych torbach, dymie papierosowym, farbach. Benzen występuje w większym stężeniu w pomieszczeniach z dużą ilością książek i gazet ze względu na jego ulatnianie się z farb drukarskich. Ponadto rośliny pomagają walczyć z i zapobiegać pojawiającemu się w ostatnich latach syndromowi chorego budynku (ang. Sick Building Syndrome, SBS), do którego przyczynia się właśnie słaba jakość powietrza.

  • Ułatwianie oddychania

Jak zapewne pamiętamy ze szkoły, rośliny w procesie fotosyntezy pobierają dwutlenek węgla i zamieniają go w tlen (w dużym skrócie). Większość roślin robi to w dzień, w obecności światła. Jednak są takie, które proces ten przeprowadzają w nocy i dlatego warto mieć je w swojej sypialni. Do najbardziej popularnych roślin doniczkowych należących do tej grupy zaliczamy sansewierię, drzewko neem, arekę, aloes, gerberę, schlumbergerę czyli kaktus bożonarodzeniowy, tulsi oraz orchideę.

  • Nawilżanie powietrzadoniczk

Jakieś 10 % wilgoci w powietrzu, którym oddychamy, jest uwalniane przez rośliny. Jest to bardzo przydatne zwłaszcza podczas okresu zimowego, kiedy to powietrze w naszych mieszkaniach najczęściej jest bardzo suche. Warto jednak zwrócić uwagę, że niektóre rośliny uwalniają wilgoć do otoczenia (są to na przykład areka żółtawa, Chrysolidocarpus lutescens), inne zaś, takie jak kaktusy czy sukulenty, zatrzymują wodę w związku z czym uwalniają jej do otoczenia niewielkie ilości. Badania przeprowadzone przez Uniwersytet Rolniczy z Norwegii pokazują, że występowanie roślin we wnętrzach zmniejsza prawdopodobieństwo problemów z suchą skórą, przeziębień, bólów gardła i suchego kaszlu.

  • Poprawa ogólnego stanu zdrowia, nastroju oraz redukcja stresu

Badania pokazują, że obecność roślin w domu pomaga zredukować stres i zmęczenie poprawiając jednocześnie produktywność. W wyniku badania przeprowadzonego przez Dutch Product Board for Horticulture okazało się, że dodanie roślin do pokojów biurowych zmniejszyło zmęczenie, złagodziło przeziębienia, bóle głowy, kaszel, ból gardła oraz symptomy grypopodobne. Zgodnie z innym badaniem przeprowadzonym przez Uniwersytet Rolniczy w Norwegii liczba zachorowań w biurach z roślinami spadła o 60 % w porównaniu z tymi, w których ich nie było. Natomiast badanie z Royal College of Agriculture w Cirencester w Wielkiej Brytanii pokazało, że studenci uczyli się z większą o 70 % uwagą w pokojach, w których znajdowały się rośliny. To samo badanie wykazało również, że wykłady udzielane w salach z roślinami były słuchane z większym zainteresowaniem i lepszą koncentracją. Zgodnie z książką „Holistic solutions for anxiety & depression” dotykanie miękkich i gładkich roślin może sprawić, że poczujemy się spokojniejsi. Kwiaty natomiast kojarzone są z pozytywnymi zdarzeniami i mogą poprawiać nastrój. Pewne badanie dowiodło, że kwiaty mają bezpośredni i błyskawiczny wpływ na odczuwanie szczęścia oraz poprawę pamięci

  • Ułatwianie zasypiania i głębokiego snu

Zapach niektórych roślin działa nasennie i uspokajająco. Zwłaszcza obecność w sypialni kwitnącej lub ususzonej lawendy czy jaśminowca działa relaksująco. Dlatego warto te rośliny mieć w doniczce na stoliku nocnym.

Rośliny przyspieszają rekonwalescjencję i zmniejszają ból u pacjentów szpitalnych
Zrzut ekranu 2018-11-22 o 18.30.09
Pokoje szpitalne bez roślin (A) oraz z roślinami (B)

Okazuje się że obecność zielonego życia w naszych mieszkaniach ma znaczący wpływ nie tylko na nasze samopoczucie, ale również na zdrowie fizyczne. A wiemy o tym m.in. z badania opublikowanego w 2009 r. w magazynie HortScience przeprowadzonego przez badaczy z Uniwersytetu w Kansas. W badaniu wzięło udział 80 pacjentek po tyroidektomii. Zostały one przydzielone do pokojów bądź z roślinami, bądź pozbawionych roślin. Okazało się, że u pacjentek w pokojach z roślinami (zarówno żywymi, jak i ciętymi) okres hospitalizacji był krótszy, potrzebowały mniej środków przeciwbólowych, odnotowały mniej punktów na skali bólu, niepokoju czy zmęczenia za to więcej emocji pozytywnych i większe zadowolenie z otoczenia w porównaniu z pacjentkami z grupy kontrolnej. Badania sugerują, że szpitalne pokoje wypełnione roślinami mają walor nie tylko estetyczny, ale również terapeutyczny poparty twardymi danymi. Badanie to poszerzało temat podjęty w pracy z 1984 r. kiedy to porównywano pooperacyjnych pacjentów płci zarówno męskiej, jak i żeńskiej przebywających w pokojach bądź z widokiem na park, bądź na inny budynek. Okazało się, że ci w pokoju z widokiem na zieleń przebywali w szpitalu krócej, mieli mniej negatywnych wpisów w historii leczenia oraz zażywali mniej środków przeciwbólowych.

Bibliografia:

https://ntrs.nasa.gov/archive/nasa/casi.ntrs.nasa.gov/19930073077.pdf

http://hortsci.ashspublications.org/content/44/1/102.full.pdf

Therapeutic Influences of Plants in Hospital Rooms on Surgical Recovery, Seong-Hyun Park, Richard H. Mattson, Department of Horticulture, Forestry and Recreation

https://journals.sagepub.com/doi/full/10.1177/147470490500300109

Czy na pewno musimy jeść tak często? Intermittent Fasting dla zdrowia

foodW świecie owładniętym konsumpcjonizmem, w którym jedzenie coraz częściej staje się nie tyle sposobem na zaspokojenie potrzeb organizmu, ale ucieczką od stresu, nagrodą czy też towarzyską rozrywką mało kto jest w stanie odmówić sobie owej przyjemności. Zapewne też mało kto przypuszcza, otoczony przez medialne przekazy zalecające jeść choć może mało, to jednak często, by „nakręcać” w ten sposób swój metabolizm, że nieustanne spożywanie pokarmów zmusza nasz organizm do ciągłej pracy nie dając mu chwili wytchnienia (poza wypoczynkiem nocnym, który niejako wymusza głodówkę) i pozbawiając go szansy na pełniejszą regenerację. Niegdyś ludzie jadali rzadziej, z różnych względów. Często warunki wymuszały okresy niejedzenia, zaś wierzenia (obecne nie tylko w religiach, ale i pradawnych praktykach szamańskich) zalecały okresowe posty nie tyle ze względu na korzyści zdrowotne (na których skupimy się tutaj), co z przyczyn duchowych. Głodówka bowiem oczyszcza i regeneruje nasz organizm, zarówno na poziomie fizycznym, jak i duchowym – pozbywając się tego wszystkiego, co obciąża nasze ciało, łatwiej nam również odpuścić to, co ciąży nam na poziomach bardziej subtelnych. Ja sama od dawna stosuję krótkie głodówki, tzw. Intermittent Fasting (IF), które są dużo mniejszym wyzwaniem niż wielodniowy post i na pewno łatwiej je inkorporować w codzienność, ale które jednocześnie niosą ze sobą wiele korzyści zdrowotnych (choć nie tylko zdrowotnych). Jeśli jeszcze nie słyszeliście, czym jest IF, jak go stosować i jakie korzyści daje, zapraszam do lektury.

Na czym polega Intermittent Fasting

healthy-food-1487647_960_720IF jest sposobem odżywiania polegającym na spożywaniu wszystkich posiłków w trakcie stosunkowo krótkiego okna żywieniowego (trwającego najczęściej od 12 do 4 godzin) i niedostarczaniu organizmowi żadnych kalorii w ciągu pozostałych kilkunastu godzin. W praktyce wygląda to tak, że, na przykład, omijamy śniadanie (tak, dokładnie – omijamy śniadanie wbrew temu, czego nas uczą, że jest to najważniejszy posiłek w ciągu dnia…) i pierwszy posiłek jemy o godzinie 14, ostatni zaś o 20. Taki schemat daje nam 18 godzin postu, co jest dość rygorystyczną postacią tej metody, choć z doświadczenia powiem, że wcale nietrudną do zastosowania. Ten model jedzenia wydaje się być bliższy modelowi żywienia naszych przodków. I choć przez tysiące lat nasze organizmy z pewnością przystosowały się do nowych warunków to dla mnie jest on bardziej intuicyjny – ja sama zaczęłam go stosować nie w efekcie przestudiowania teorii za nim się kryjącej, ale zupełnie spontanicznie, idąc za głosem mojego własnego organizmu oraz ze względu na łatwość zastosowania oraz korzyści, które daje. Nie wchodząc w techniczne szczegóły i rezultaty badań naukowych na razie powiem tylko, że jedzenie w ciągu kilku godzin pozwala nam zaoszczędzić sporą ilość czasu, którą możemy poświęcić na coś innego (po prostu nie zaprzątamy sobie głowy nieustannym myśleniem o jedzeniu i przygotowywaniem posiłków), a poza tym (każdy, kto taki model stosuje z pewnością się ze mną zgodzi) te wczesne godziny, kiedy jesteśmy na czczo, są okresem, kiedy mamy najwięcej energii (ja zawsze biegam i ćwiczę przed południem albo wczesnym popołudniem, przed jedzeniem, i jest to mój najlepszy trening) oraz najlepszą koncentrację i produktywność intelektualną. Gdy już nauczymy się nie ulegać uczuciowi głodu i nie iść za impulsem lęku odkryjemy pewnego rodzaju klarowność i przestrzeń, w której może narodzić się zupełnie nowa relacja z jedzeniem – jedzenie świadome wyrastające ze szczerej troski o nasze ciało i jego potrzeby. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że taki model może nie być dla wszystkich i że na pewno warto implementować go stopniowo. Ale każdemu, kto intuicyjnie wybiera jeść rzadziej, omijać śniadania i ćwiczyć na czczo zalecam wsłuchać się w siebie i pójść za głosem swojego organizmu wbrew „powszechnym” zaleceniom i modom. Tym bardziej, że owe zalecenia i mody są tak naprawdę stosunkowo młode i oddalają się coraz bardziej od sposobu życia naszych – wcale nie tak dalekich – przodków. Ale na szczęście owe mody też ewoluują i coraz więcej osób poleca ograniczać nie tylko i nie tyle kaloryczność spożywanych posiłków, co ich częstotliwość po to by dać naszemu zmęczonemu od ciągłego konsumowania układowi pokarmowemu wytchnienie. Od dawna już dysponujemy badaniami potwierdzającymi prozdrowotne działanie restrykcji kalorycznej. A każdy z nas, kto kiedykolwiek interesował się długowiecznością zapewne wie, że najwięcej zdrowych stulatków jest na Okinawie, gdzie od wieków propaguje się niskokaloryczną dietę i aktywny tryb życia. Dlatego jeśli chcecie jak najdłużej cieszyć się zdrowiem i wysokim poziomem energii życiowej proponuję zapoznać się z zaletami IF i zastanowić się, czy taki model żywienia przypadkiem nie jest dla was.

Korzyści zdrowotne IF

W poniższym artykule pragniemy przybliżyć korzyści zdrowotne stosowania IF. A najważniejsze to:

  • Utrata zbędnych kilogramów i tkanki tłuszczowej

Jedząc w ciągu kilku godzin zamiast kilkunastu zwykle zjadamy mniej posiłków co przekłada się na ujemny bilans energetyczny w porównaniu z drugą opcją. Ale nie tylko z tego powodu IF sprzyja szczupłej sylwetce. Taki model odżywiania ma również wpływ na gospodarkę hormonalną – sprzyja utrzymaniu niższego poziomu insuliny oraz większego poziomu hormonu wzrostu co ułatwia i przyspiesza rozkład tkanki tłuszczowej. Te mechanizmy hormonalne potrafią poprawić metabolizm o 3.6-14 %. Badania pokazują również, że IF powoduje mniejszy spadek masy mięśniowej niż tradycyjne diety oparte na ograniczaniu kalorii.

  • Zmniejszenie poziomu insuliny a tym samym ryzyka cukrzycy typu 2 foo

Badania pokazują, że IF wpływa korzystnie na insulinooporność oraz w sposób znaczący obniża wysoki poziom cukru. W badaniach nad IF przeprowadzonych na ludziach stosujących ten model żywienia okazało się, że poziom cukru na czczo był 3-6 % niższy, zaś poziom insuliny spadł o 20-31 %. Jedno z badań na szczurach potwierdziło również, że IF chroni przed niewydolnością nerek, jednym z najpoważniejszych powikłań cukrzycy. Ponadto badania pokazują również, że podobna dieta może prowadzić do wytwarzania nowych komórek trzustki, które zastępują komórki uszkodzone.

  • Korzystny wpływ na mózg

Zgodnie z badaniami IF może prowadzić do zwiększenia liczby komórek nerwowych optymalizując tym samym funkcje mózgu. Ponadto IF zwiększa poziom neurotroficznego czynnika pochodzenia mózgowego (ang. Brain-Derived Neurotrophic Factor, BDNF, o którym pisaliśmy już post), pełniącego wiele ważnych ról i którego niedobór wiąże się z wieloma schorzeniami neurologicznymi. IF zmniejsza ryzyko chorób neurodegeneracyjnych takich jak choroba Parkinsona czy Alzheimera. Chroni neurony przed ekscytotoksycznością prowadzącą do ich śmierci. Może również przyspieszać autafagię (proces pozwalający pozbyć się starych komórek i zastąpić je nowymi) w neuronach, co wspomaga naturalne procesy ochrony przed chorobami neurodegeneracyjnymi. Ponadto badanie z udziałem 50 osób w podeszłym wieku pokazało, że restrykcja kaloryczna poprawia pamięć.

  • Wydłuża życie

Badania pokazują, że IF wydłuża życie w podobny sposób jak restrykcja kaloryczna. Niektóre wyniki były wręcz spektakularne – w jednym z nich okazało się, że szczury, które pościły co drugi dzień żyły o 83 % dłużej niż te, które nie ograniczały pożywienia. Ponadto niższy poziom energii w okresach postu sprawia, że mitochondria zaczynają działać w sposób bardziej wydajny wydłużając nasze żīcie i sprzyjając zachowaniu zdrowia.

  • Wywołuje wiele korzystnych procesów naprawy komórkowej

Okres kiedy nie dostarczamy organizmowi pożywienia i kiedy wyczerpią się zapasy glikogenu jest początkiem procesu autofagii, czyli procesu potocznie określanego jako usuwanie śmieci. Proces ten obejmuje rozkładanie i metabolizowanie nieprawidłowych protein, które wraz z upływem czasu odkładają się w naszych komórkach. Autofagia chroni nas przed zapadnięciem na wiele chorób, m.in. nowotwory czy chorobę Alzheimera.

  • Zwiększa poziom hormonu wzrostu

Hormon wzrostu pełni wiele korzystnych funkcji w naszym organizmie. Niestety jego poziom spada wraz z wiekiem. Okazuje się, że stosowanie głodówek, restrykcji kalorycznej oraz IF może w sposób znaczący zwiększyć jego poziom.

  • Zmniejsza stres oksydacyjny i stan zapalny w organizmie

Wszyscy już zapewne wiemy, że stres oksydacyjny jest jednym z głównych czynników przyczyniających się do wielu chorób przewlekłych i przedwczesnego starzenia. Wiele badań potwierdza korzystne działanie IF również w tej sferze – stajemy się bardziej odporni na stres oksydacyjny oraz zmniejsza się poziom stanu zapalnego w naszym organizmie.

  • Sprzyja zachowaniu zdrowego serca

Choroby sercowo-naczyniowe są największą przyczyną zgonów w dzisiejszych czasach. IF skutecznie obniża czynniki ryzyka związane z tą grupą chorób: ciśnienie krwi, cholesterol LDL, trójglicerydy oraz poziom cukru we krwi. Osoby stosujące IF oraz dietę niskokaloryczną rzadziej zapadają na choroby o podłożu sercowo-naczyniowym.woman-570883_960_720

IF dla kobiety

Głodówki, a tym samym IF, mogą wyglądać nieco inaczej w przypadku kobiet. Natura stworzyła nas jako potencjalne matki i dlatego organizm kobiety jest bardzo zależny od miesięcznego cyklu hormonalnego. Wszelki stres (pod którym kryje się bardzo wiele, również jakiekolwiek zmiany dietetyczne) może zakłócać ów cykl. W momencie kiedy nasze ciało otrzymuje z otoczenia sygnał, że coś nam zagraża, wyłącza cykl miesięczny stwierdziwszy, że warunki nie są optymalne dla przyjścia na świat nowego życia. Takim czynnikiem stresogennym może być również zmiana diety, zwłaszcza, jeśli prowadzi do deficytu kalorycznego albo wymusza okresy niejedzenia. Z tego względu kobiety generalnie gorzej znoszą głodówki i powinny do nich podchodzić z większą rozwagą. Osobiście (a piszę to jako kobieta) nie zauważyłam żadnych niekorzystnych zmian hormonalnych odkąd stosuję IF. Myślę jednak, że warto ten tryb żywienia wprowadzać stopniowo i powoli przystosowywać organizm do nowego modelu. Ja sama zaczynałam od znacznie dłuższego okna żywieniowego, jego wydłużenie przyszło samo – spontanicznie i w pełni naturalnie dzięki czemu mój organizm nie odczuł tego jako stresu. Pamiętajmy też, by słuchać swojego ciała i podchodzić do tego planu elastycznie – jeśli danego dnia czujemy się słabo bez jedzenia nie wymuszajmy go na siłę, bardzo możliwe, że następnego dłuższe niejedzenie przyjdzie zupełnie bezwiednie w odpowiedzi na sygnał naszego zmęczonego ciągłym trawieniem i przetwarzaniem energii organizmu.

Świadome jedzenie, świadome życie

fŚwiat, w którym przyszło nam żyć, coraz częściej boryka się z problemem otyłości. Dziś już nawet dzieci potrafią mieć nadwagę (kiedyś ten problem ich nie dotyczył). Z każdej strony zachęca się nas by kupować, konsumować i wymieniać stare na nowe. Ale może warto zatrzymać się i zastanowić, czy taki model życia nam służy? Czy służy naszej planecie, eksploatowanej i wyzyskiwanej bez szacunku i namysłu w totalnym zapomnieniu, że to ona jest Matką i że nasze życie bez niej nie jest możliwe i że nigdy by się nie zdarzyło. Może warto, zanim kupimy kolejny kawałek przesyconego hormonami stresu mięsa zastanowić się, czy naprawdę musimy jeść tyle białka? Może zanim w stresie, smutku czy zdenerwowaniu sięgniemy po kolejny kawałek czekolady by ukoić swój ból lepiej by było wziąć głęboki oddech i otworzyć się na przepełniające nas emocje, a nie od nich uciekać?

Czy jesteśmy na tyle odważni, by spojrzeć prawdzie w oczy i zobaczyć, że bardzo duża liczba chorób cywilizowanego świata to choroby dietozależna i że to właśnie my sami jesteśmy odpowiedzialni za ich powstanie? Czy chcemy dalej okłamywać samych siebie i żyć bajką, że to lekarze, politycy i dobre wróżki odmienią nasze życie? Może warto zacząć od małych kroków, od zmiany naszej rzeczywistości poprzez zmianę siebie i poprzez świadomą i odpowiedzialną relację z jedzeniem. Z miłości do siebie i do świata we wszelkich jego przejawach ilekroć przyjdzie nam sięgnąć po coś do jedzenia – nie ważne, czy będzie to awokado, pieczony ziemniak czy martwa krowa, która nam oddała swe życie – spytajmy siebie: czy mi to służy? Czy naprawdę tego potrzebuję?

 

Bibliografia:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21410865

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/10837292

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S193152441400200X

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17316625

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0969996106003251

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11220789

https://onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1046/j.0022-3042.2001.00747.x

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2633586/

https://academic.oup.com/geronj/article-abstract/38/1/36/570019

https://www.karger.com/Article/Abstract/212538

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S095528630400261X

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17291990/

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17374948

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23244540

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0104423013000213

The Effects of Intermittent Energy Restriction on Indices of Cardiometabolic Health

Tlenoterapia w walce z negatywneymi skutkami smogu

smogZgodnie z danymi GUS-u w ostatnich latach znacznie wzrasta śmiertelność Polaków, zwłaszcza w okresie zimowym (łączna liczba zgonów w styczniu 2017 r. wyniosła o 35 % więcej niż w tym samym miesiącu rok wcześniej). Natomiast w pierwszym półroczu 2017 liczba zgonów zwiększyła się o 7 % w stosunku do roku wcześniejszego. Jaka może być przyczyna takiego stanu rzeczy? Okazuje się, że wśród przyczyn dominujących w okresie zimowym, takich jak grypa czy infekcje układu oddechowego, zamarznięcia lub zaczadzenia jest zanieczyszczone powietrze. Jak możemy przeczytać w raporcie GUS-u niebezpieczeństwa wynikające ze smogu to m.in. stres oksydacyjny i uogólniony stan zapalny wraz ze wszystkimi ich konsekwencjami. (…) drobne cząstki pyłu zawieszonego mogą przenikać z pęcherzyków płucnych do krwi, a z krwią do różnych narządów. Prowadzone na zwierzętach badania histopatologiczne pokazują poważne niekorzystne zmiany anatomiczne, np. w mózgu, pod wpływem ekspozycji na pył zawieszony”.

Według raportów Europejskiej Agencji Środowiska (EEA) Polska jest w czołówce europejskiej jeśli chodzi o problemy z zanieczyszczeniem powietrza. Z danych EEA wynika, że z z tej właśnie przyczyny w Polsce co roku przedwcześnie umiera niemal 45 tys. osób (co stanowi prawie 12 % całkowitej liczby zgonów). Dodatkowo stężenia wywołującego nowotwory benzo-a-pirenu są u nas najwyższe.

Do grupy najbardziej narażonej na niekorzystne działanie smogu należą dzieci, osoby starsze. Dodatkowo osoby aktywne fizycznie, bowiem wysiłek fizyczny przyspiesza i pogłębia oddychanie przez co wdychamy więcej szkodliwych cząstek. Przewlekłe narażenie na wysokie stężenia pyłu zawieszonego może prowadzić do pojawienia się przewlekłej zaporowej choroby płuc a także zmniejszenia sprawności i wydolności płuc. Krótkoterminowa ekspozycja na wysokie stężenia może nasilać objawy chorób płuc, różnych chorób alergicznych oraz chorób serca, a dodatkowo zwiększać podatność na infekcje dróg oddechowych.smog 1

Wszystko to nie wygląda optymistycznie. Ale na szczęście istnieją sposoby, by dostarczyć organizmowi zbawiennie działający tlen, zwłaszcza w przypadku tych osób, którym siedzący tryb życia nie pozwala na systematyczny trening – jest to tlenoterapia hiperbaryczna. Zabiegi w komorze pomagają nam usunąć z organizmu nagromadzone toksyny oraz poprawiają ogólny stan zdrowia naszych narządów. Dzięki temu organizm lepiej radzi sobie z ekspozycją na niekorzystne warunki środowiskowe. Pamiętajmy o tym teraz, gdy zaczyna się sezon grzewczy, a co za tym idzie – okres największego zagrożenia smogiem.

Bibliografia:

http://www.politykazdrowotna.com/14824,z-powodu-smogu-w-polsce-rocznie-umiera-45-tys-osob

Twórczość artystyczna i jej terapautyczna moc

IMG_5632Jako dzieci wszyscy byliśmy małymi kreatorami. Najpospolitsze i pozornie nieciekawe przedmioty stawały się wyzwolicielami niezmierzonych pokładów twórczej energii – zapałki, żołędzie, kasztany, glina czy zwykły piasek najpierw w wyobraźni, a zaraz potem w rzeczywistości, przemieniały się w oryginalne twory nie mające swoich pierwowzorów nigdzie indziej poza światem naszej imaginacji. Miska z wodą stawała się nieprzemierzonym oceanem na którego falach (wzbudzanych przemienioną w trąbę powietrzną suszarką do włosów) zażarcie walczyły o przetrwanie misternie składane papierowe łódki pozostawiające na powierzchni tęczowe smugi w barwach kolorujących je flamastrów. W oczach dziecka cały świat jest wielkim placem zabaw, który zaprasza do kreatywnej gry przeobrażania jednych form w drugie i czerpania radości z uczestniczenia w tym niesamowitym akcie tworzenia. Wraz z upływem czasu, niestety, obecny w dziecku artysta umiera, a razem z nim wszystkie dzieła, którym mógł dać życie. Ale gdzieś w głębi serca każdego dorosłego człowieka, zagłodzone i odrzucone przez rodziców, społeczeństwo i w końcu nich samych kryją się niepowtarzalne zdolności artystyczne. Może warto je odkopać, wsłuchać się w nie i podążyć za ich podszeptami. Obudzić w soIMG_5565bie twórcę i oddać się zabawie tworzenia. Okazuje się bowiem, że aktywność twórcza posiada ogromną moc terapeutyczną  nie tylko w leczeniu zaburzeń mentalnych, ale również w przypadku wielu innych schorzeń, czysto fizycznych, zwłaszcza jeśli połączymy je z innymi działaniami prozdrowotnymi. Bardzo często tylko takie holistyczne podejście do człowieka jako istoty wielowymiarowej jest w stanie dać wymierne rezultaty i przywrócić zdrowie, które tak naprawdę oznacza stan harmonii.

Czym jest arteterapia?

Terapia sztuką, czyli arteterapia (od ars z łaciny, czyli sztuka)  jest formą psychoterapii wykorzystującą proces artystyczny jako środek ekspresji i komunikacji. Arteterapia odwołuje się między innymi do założeń Junga, zgodnie z którymi celem terapii jest uwolnienie własnej kreatywnej energii działającej jak katalizator transformacji. Margaret Naumburg, jedna z pionierek terapii sztuką zauważyła, że bardziej prawdopo44283495_337502393650942_411615088529637376_ndobne jest aby emocje i myśli pochodzące z nieświadomości ujawniły się poprzez obrazy, aniżeli słowa. Właśnie dzięki temu bliskiemu powiązaniu z prewerbalnymi emocjami ekspresja twórcza może być skuteczniejsza w rozwiązywaniu problemów psychicznych niż ekspresja werbalna. Główne media stosowane w arteterapii to najczęściej najróżniejsze metody plastyczne, ale również muzyka, taniec, teatr, poezja czy rzeźba.

Historia arteterapii

IMG_20180628_175047Chociaż arteterapia jako forma psychoterapii znana jest od stosunkowo niedawnych czasów, już od zarania ludzkich dziejów sztuki używano do przekazywania myśli, pomysłów czy też uwieczniania ważnych zdarzeń. Jednymi z najstarszych dzieł artystycznych są zachowane do dziś petroglify i piktogramy, czyli wyryte lub namalowane na skałach rysunki powstające w tak odległych czasach jak epoka neolityczna. Niektórzy badacze twierdzą, że człowiekowi paleolitycznemu sztuka dawała większą emocjonalną oraz kognitywną świadomość i najprawdopodobniej stała się ścieżką pozwalającą rozwinąć ideę ducha czy też duszy pozwalając mu niejako doświadczyć siebie samego jako czegoś niezależnego od ciała. Według nich twórczość miałaby być wpisana w naszą biologiczną naturę ponieważ od początku ludzkości stanowiła narzędzie dokumentowania i komunikowania informacji dzięki czemu stała się pewnego rodzaju narzędziem przetrwania.

Wraz z upływem czasu sztuka nabrała charakteru bardziej indywidualnego stając się przejawem wewnętrznego życia artysty. Jednak dopiero w latach 40-tych XX wieku terapeutyczne zastosowanie sztuki zyskało teoretyczne ramy i zrodziło oddzielną dyscyplinę. Już sam Freud podkreślał nieudolność słów jeśli chodzi o wyrażanie treści psychicznych oraz marzeń sennych, których przecież doświadczamy w formie wizualnej. Tę werbalną frustrację możemy pominąć jeśli do wyrażania treści naszej psychiki użyjemy obrazów. Również w terapii jungowskiej ekspresja twórcza ma doniosłe znaczenie. Jung wierzył, że zbiorowa świadomość przejawia się poprzez indywidualną nieświadomość, ta zaś wyraża się poprzez sztukę właśnie. Jung bardzo często odwoływał się w terapii do malowania mandali, symbolu po dziś dzień bardzo często używanego na sesjach arteterapii.

Ramy instytucjonalne arteterapii

IMG_5564Arteterapia, czyli terapia sztuką, powstała niezależnie w USA i Wielkiej Brytanii w tym samym czasie. W Anglii jedną z pierwszych postaci mówiących o terapeutycznym zastosowaniu sztuki był artysta Adrian Hill, który przebywając w sanatorium z powodu gruźlicy organizował artystyczne spotkania dla kolegów kuracjuszy. Natomiast dzięki wysiłkom Edwarda Adamsona, który zaobserwował jak artystyczna ekspresja prowadzi do emocjonalnego oczyszczenia, praktyki terapii sztuką trafiły wkrótce do szpitali psychiatrycznych.

W stanach Zjednoczonych w tym samym czasie arteterapia była popularyzowana przez psychoterapeutkę Margaret Naumburg oraz artystkę Edith Kramer. Naumburg uciekała się do sztuki jako medium pozwalającego uwolnić treści zawarte w nieświadomości. Owe treści miały ujawniać się na zasadzie wolnych skojarzeń. Rezultatem była pewnego rodzaju mowa symboliczna, którą pacjent wraz z terapeutą mógł poddać analizie i interpretacji. W 1915 roku Margaret Naumberg otworzyła Walden School w Nowym Jorku. Edukacja w tym ośrodku opierała się na przekonaniu, że dzieci mogą w pełni realizować swój potencjał jeśli są zachęcane do spontanicznego wyrażania siebie poprzez kreatywną ekspresję. Dla Naumberg wyrażanie wewnętrznego życia dziecka było równie ważne w procesie edukacyjnym jak zdobywanie wiedzy. Już w połowie XX wieku wiele placówek typu szpitale czy ośrodki zajmujące się osobami z upośledzeniem umysłowym zaczęło wprowadzać terapię sztuką doświadczywszy, jak bardzo jest ona w stanie wspomóc rozwój zarówno emocjonalny, jak i kognitywny pacjentów.

Jak i dlaczego to działa?43223422_1940118546045600_830738273813921792_n

Twórczość artystyczna działa terapeutycznie ponieważ sztuka przyczynia się do zdrowej integracji wszystkich aspektów ludzkiej osobowości – myślenia, czucia i woli. Terapia poprzez sztukę skierowana jest nie tylko do ludzi, którzy borykają się z chorobą czy traumą ale również do tych, którzy są zainteresowani rozwojem osobistym. Poprzez kreowanie dzieła sztuki oraz późniejszą refleksję nad owym dziełem człowiek doświadcza głębszej świadomości samego siebie oraz innych. Integracja nieświadomych aspektów nas samych i uwolnienie stłumionych emocji wyzwala zaskakujące pokłady energii przemieniające się w uzdrawiającą siłę.

Niektóre osoby mogą niechętnie sięgać po pędzel czy kredki z powodu braku wiary we własne umiejętności i zbyt duży krytycyzm. Jednak przed podjęciem działań nigdy nie powinien hamować nas perfekcjonizm bowiem najważniejszy jest już sam akt tworzenia, a nie „obiektywna” wartość dzieła. Tak bowiem właśnie jest – sam proces tworzenia jest terapią. Dzieło jest ważne jako nośnik treści nieświadomych, a nie ze względu na swoje walory estetyczne, dlatego lęk przed nieudanym rezultatem nie powinien nas powstrzymywać, bowiem w terapii sztuką nie ma nieudanych dzieł, każde jest ważne i niesie ze sobą cenne informacje.34065855_10155845035689285_1613764060879257600_n

Mi sztuka już od pewnego czasu towarzyszy w procesie rozwoju oraz leczenia. Dlatego z ręką na sercu mogę potwierdzić, że sam akt jest leczący. No i dostarcza wiele frajdy.

(Wszystkie zamieszczone na tej stronie grafiki to najnowsze efekty mojej arteterapii 🙂 )

 

Bibliografia:

Art Therapy and Art History Theories, an Inquiry, Hannah L. Masters, Loyola Marymount University, May 2018

Wim Hof, czyli jesteś silniejszy, niż ci się zdaje

whA gdyby się okazało, że możemy kontrolować te funkcje naszego ciała, które miały być niezależne od naszej woli? A co jeśli ktoś by nam pokazał, że samym oddechem możemy wpływać na autonomiczny układ nerwowy i działanie układu immunologicznego? Co by się stało, gdybyśmy poznali człowieka, którego ciało robi rzeczy uznawane przez naukę za niemożliwe? I gdyby ten człowiek obiecał nam, że prostymi technikami nauczy nas tego samego… Czy jesteśmy gotowi uwierzyć, że nasze zdrowie i szczęście zależą tylko i wyłącznie od nas samych i wziąć odpowiedzialność za nasze ciało? Tak jak zrobił to Wim Hof, znany jako Iceman (Człowiek lodu). Wszystkich odważnych zapraszamy do lektury.

Metoda Wima Hofa opiera się na trzech elementach, z których dwa znane są od wieków i pochodzą z pradawnych metod rozwoju umysłu. Chodzi o specjalne techniki oddechowe (przez większość z nas kojarzone z pranayamą, choć bardzo podobne metody od wieków stosowali i stosują również szamani pochodzący z najróżniejszych zakątków globu) oraz ćwiczenia fizyczne w dużej mierze inspirowane jogą. Techniki te znają ci wszyscy, którzy mieli okazję zetknąć się z medytacją czy wschodnimi sztukami walki. Hof dodał do nich jeden, niezwykle ważny – według niego kluczowy, bo to właśnie on zrodził całą resztę – element, odróżniający jego metodę od wcześniejszych. Chodzi o ekspozycję na zimno (stąd przydomek Iceman). Otóż według tego charyzmatycznego Holendra to właśnie zimna woda stała się jego największą nauczycielką mądrości ciała i umysłu. Dlatego też oddechom i ćwiczeniom fizycznym towarzyszą nieodłączne zimne prysznice lub – w wersji dla odważnych stosowanej na szkoleniach Hofa – kąpiele w lodowatej wodzie. Całość znana jest pod określeniem Wim Hof Method, WHM (ang. Wim Hof Method) i tak będziemy ją określać w dalszej części naszego tekstu.

Początek

wimWim Hof od zawsze był zainteresowany poszerzaniem świadomości i zgłębianiem tajników umysłu. Jako siedemnastolatek pierwszy raz zanurzył się w lodowatej wodzie i, jak twierdzi, było to przełomowe wydarzenie w jego życiu. Podczas tej ekstremalnej kąpieli poczuł, że zimna woda może stać się naszym najlepszym nauczycielem. Jeśli zechcemy jej słuchać. Hof zechciał jej słuchać odkrywając, że stres, jaki wywołuje dla organizmu lodowata kąpiel kryje w sobie klucz do tych obszarów naszego mózgu, które – zgodnie z naszą nauką – pozostają poza świadomą kontrolą. Poznawanie siebie w trakcie ekspozycji na zimno pozwoliło Hofowi zrozumieć nieświadome procesy zachodzące w naszym organizmie podczas sytuacji stresowych i opracować dodatkowe techniki oddechowe, które nauczyłyby nas kontrolować nasze reakcje. I chociaż Hof dokonuje rzeczy – wydawać by się mogło – nadludzkich (na przykład wspiął się na Mount Everest w samych spodenkach i butach, ukończył maraton w temperaturze ok. – 20 st. Celsjusza również w skąpym odzieniu oraz pobił rekord Guinnessa w najdłuższej kąpieli w lodzie) i jego trening może spowodować, że będziemy mieli wpływ na autonomiczne funkcje organizmu w ekstremalnych sytuacjach (tak jak na przykład sterownie odpowiedzią organizmu po iniekcji endotoksyn bakterii, czego dokonał Hof w jednym z eksperymentów w warunkach szpitalnych) to WHM tak naprawdę ma służyć przede wszystkim, byśmy mogli poczuć się silniejsi, bardziej odporni na stres, szczęśliwsi i po prostu w pełni zdrowi. Techniki wykorzystywane przez Hofa mają jedynie odblokować w nas ten potencjał, z którym przyszliśmy na świat i który został uśpiony poprzez promowany przez współczesną cywilizację styl życia. Brak ekspozycji na stres środowiskowy jest według Hofa jedną z głównych przyczyn chorób cywilizacyjnych. Niegdyś, gdy warunki życia zmuszały nas do nieustannego zmagania się z ekstremalną pogodą, ćwiczenia naszych ciał w zdobywaniu pożywienia czy też chronienia się przed zagrożeniem nasze ciała korzystały z wrodzonej im zdolności do adaptacji sięgając po ukryte w nich siły. Współczesny człowiek nie musi tego robić. Jest rozleniwiony i rzadko kiedy podejmuje się wyzwań niewygody. Jedyny stres, z jakim się spotyka, to najczęściej przewlekłe napięcie powodujące chroniczny wyrzut hormonów stresu i rozregulowanie układu hormonalnego, co w dłuższej perspektywie prowadzi do rozregulowania układu immunologicznego i chorób autoimmunologicznych. Hof twierdzi, że świadoma praca z krótkotrwałym stresem środowiskowym, jakim jest ekspozycja na zimno, uczy nasz organizm właściwej reakcji na stres. Techniki oddechowe pogłębiają tę pracę i po jakimś czasie odkrywamy, że staliśmy się szczęśliwsi, mamy więcej energii, a nasze zdrowie nigdy wcześniej nie było lepsze.

WHM, czyli metoda i jej korzyści

Tak jak wcześniej pisałam, metoda Hofa obejmuje trzy elementy: specjalne techniki oddechowe, ćwiczenia fizyczne i kontakt z zimną wodą. Nie będę szczegółowo tutaj ich opisywać, ponieważ materiały są powszechnie dostępne (można na przykład wykupić 10-tygodniowy kurs WHM albo odszukać darmowe filmiki na YouTube) i każdy, kto ma ochotę spróbować, bez trudu je odnajdzie. Napiszę tylko kilka słów o korzyściach płynących z ich stosowania.

Dlaczego oddychanie jest tak ważne

Większość z nas nie przywiązuje najmniejszej wagi do sposobu, w jaki oddycha. A szkoda, bo już samo oddychanie może stać się wspaniałym narzędziem w procesie odzyskiwania zdrowia i radości życia. Jogini, adepci sztuki walki, szamani i osoby praktykujące medytację od setek lat wiedzieli, że oddychanie jest pomostem pomiędzy ciałem a umysłem i że dzięki świadomym technikom oddechowym możemy regulować nasze samopoczucie. W miarę jak zaczniemy obserwować proces oddychania zdamy sobie sprawę jak bardzo jest on powiązany z emocjami, a tym samym – jak ogromny ma wpływ na nasze samopoczucie. Nauka o oddechu nie jest już jakąś wiedzą ezoteryczną dostępną lewitującym mnichom, ale od jakiegoś czasu obiektem badań zachodniej medycyny i praktyką stosowaną przez psychoterapeutów i psychiatrów dominującego nurtu. Istnieją niezliczone badania opisujące wpływ oddechu na czynności fizjologiczne człowieka oraz jego stan emocjonalny.

Zgodnie z zapewnieniami Wima Hofa oraz praktyków jego metody ćwiczenia oddechowe stosowane w WHM zapewniają:

  • więcej energii
  • optymalizację pracy układu immunologicznego
  • zwiększoną koncentrację
  • lepsze skupienie
  • głębszy sen
  • poprawę krążenia krwi
  • szybszą regenerację
Zimne prysznice

Każdy z nas, kto miał odwagę, doświadczył orzeźwiającego działania zimnego prysznica. Ale nie każdy z nas wie, że za korzystnym działaniem zimnej wody na nasz organizm stoją liczne badania potwierdzające jej skuteczność naukowo. Okazuje się bowiem, że zderzenie z lodowatą wodą wywołuje w organizmie szereg reakcji, które mają zarówno krótko-, jak i długotrwałe działanie. Dla mnie, podobnie jak dla bohatera naszego artykułu, zimna woda okazała się niewiarygodnie skutecznym narzędziem do pracy z umysłem. Każdemu, kto nie wie, co mogę mieć na myśli, proponuję stanąć pod prysznicem z zamiarem odkręcenia niebieskiego kurka i obserwować, co się dzieje w jego głowie. Już sama intencja podobnego czynu może zdradzić o nas samych więcej, niż wizyta u psychoterapeuty. A jeszcze większym demaskatorem naszych słabości oraz wyzwolicielem naszej mocy okazuje się już bezpośrednie zderzenie z zimną wodą. Ale tego, tak jak wspomniałam, trzeba doświadczyć samemu. Poniżej, dla zachęty, wymienię inne korzyści ze spotkań z lodowatą wodą (czy to w formie pryszniców, które są najłatwiejszym wyzwaniem, czy może w postaci kąpieli w wannie z lodowatą wodą).

Zimne prysznice:

  • poprawiają krążenie oraz optymalizują zdrowie naszego serca
  • optymalizują pracę układu odpornościowego
  • zwiększają metabolizm
  • dodają energii
  • poprawiają koncentrację
  • zwiększają odporność na stres
  • ćwiczą silną wolę
  • poprawiają nastrój
  • zapewniają szybszą regenerację mięśni
  • przyspieszają metabolizm i sprzyjają szczupłej sylwetce
  • poprawiają wygląd skóry i włosów

Wszystkim, którzy są gotowi wziąć odpowiedzialność za swoje samopoczucie i swoje zdrowie polecamy zapoznać się z metodą Wima Hofa. Osobiście mogę zdradzić, że efekty są odczuwalne natychmiastowo – spod pierwszego zimnego prysznica wyszłam odczuwając niemalże euforyczną radość. Seria ćwiczeń oddechowych natomiast dodaje energii na cały dzień – nie przez przypadek metoda Hofa jest tak popularna wśród sportowców. A dla tych wszystkich, dla których książki i materiały on line to mało mam dobrą wiadomość – Wim Hof ma prężnie działający ośrodek nie gdzie indziej, a właśnie w Polsce (ze względu na idealne warunki) i co roku wspina się na Śnieżkę z grupą radosnych, roznegliżowanych uczestników tej niesamowitej przygody.

 

Bibliografia:

https://www.wimhofmethod.com/

http://highexistence.com/the-wim-hof-method-revealed-how-to-consciously-control-your-immune-system/

https://www.menshealth.com/trending-news/a19541634/scott-carney-wim-hof-interview/

Carney Scott, Co nas nie zabije, Galaktyka, 2017

 

Dlaczego lepiej nie brać antybiotyków i co robić zamiast

Są sytuacje, w których antybiotyki ratują życie. I aby tak pozostało musimy zrozumieć, że często sięgamy po nie niepotrzebnie. I takie właśnie przypadki użycia antybiotyków sprawiają, że stają się one coraz mniej skuteczne w walce z chorobotwórczymi bakteriami. Przewiduje się, że jeśli oporność na antybiotyki będzie dalej wzrastała w takim tempie niebawem staniemy się bezbronni wobec wielu, niegdyś niegroźnych, szczepów.

A tak w ogóle, to dlaczego bakterie są takie złe…?

bacteriaWygląda na to, że przez przypadek. Przypadek znany jako Pasteur (który, swoją drogą, pod koniec życia wycofał się ze swych postulatów, o czym medycyna zdaje się nie pamiętać). Medycyna akademicka zainspirowała się odkryciami Pasteura sprzed jego „nawrócenia” w związku z czym zdominowana jest przez bakteryjny model choroby. W pewnym sensie jest to przekonujący model. Kiedy to Pasteur powiązał obecność bakterii z symptomami chorobowymi (choć tak naprawdę nie on pierwszy to zrobił, a niejaki Markus Plenciz, doktor z Wiednia, cały wiek wcześniej) wielu już przestało się zastanawiać, czy aby na pewno obecność mikroorganizmów w miejscu zmian chorobowych świadczy, że to właśnie one są owych zmian przyczyną. No bo jak kwestionować coś, co wydaje się oczywiste – jeśli mamy stan zapalny, obrzęk, ból lub inne podobne dolegliwości, a w miejscu zmian namnożyła się jakaś bakteria, to przecież ewidentne wydaje się, że to właśnie ją należy za chorobę winić. Jednak bardzo wcześnie znaleźli się tacy, którzy ową logikę zakwestionowali. Zresztą już sam Pasteur miał to zrobić wypowiadając słowa: „The terrain is everything, the bacteria is nothing” (Teren jest wszystkim, bakterie są niczym). Naukowiec podkreślał znaczenie takich czynników jak dieta, wpływy środowiskowe czy nawet stan umysłu w rozwoju choroby zdając sobie sprawę, że bakterie nie są winowajcami. Jak mogłoby być inaczej skoro człowiek jest domem dla miliardów mikroorganizmów, które w stanie zdrowia żyją w harmonii i przyczyniają się do ogólnej homeostazy? Tak więc musi być jakiś inny czynnik wywołujący choroby, bo jeśli byłoby inaczej jak wyjaśnić, że tysiące ludzi są nosicielami groźnego przecież gronkowca, a mimo to nie chorują? Jak to możliwe w świetle teorii, że to bakterie wywołują choroby? Znane są również pewne słynne eksperymenty przeprowadzane dla obalenia tej teorii. Mniej więcej w tym samym czasie, na początku XX wieku, lekarz Max von Pettenkofer w Bawarii oraz rosyjski mikrobiolog Ilja Miecznikow w Rosji (oraz garść ich współpracowników) wypili koktajl zawierający w sobie bakterie cholery. Żaden z nich nie rozwinął symptomów chorobowych, niektórych jedynie dotknęła lekka biegunka. Także pomimo obecności licznych bakterii w kale żaden z nich nie zachorował na cholerę. Miecznikow zresztą za obserwacje zjawiska fagocytozy, jej opis i tezę, że to właśnie ona odgrywa kluczową rolę w odporności został uhonorowany nagrodą Nobla.

Czy te wszystkie dowody nie skłaniają nas do zakwestionowania tak popularnego modelu obarczającego bakterie winą za chorobę? Czy pomimo promowanego przez medycynę akademicką modelu walki z symptomami choroby nie lepiej zastanowić się skąd owe symptomy się wzięły i zacząć koncentrować się na zdrowiu wspierając swój organizm? Często bowiem bywa tak, że maskując symptomy preparatami posiadającymi różnorakie skutki uboczne nie tylko nie pozbywamy się ich, ale doprowadzamy nasze ciała do stanu jeszcze większego chaosu i nabawiamy się kolejnych.

Czy antybiotyki rzeczywiście leczą?

abxTo prawda, że antybiotyki uratowały wiele istnień ludzkich. Nie jest jednak tak, jakoby to one spowodowały spadek zachorowań na choroby zakaźne, bowiem, jak twierdzi epidemiolog R.R. Porter, blisko 90 % spadek ilości zgonów w okresie wprowadzenia antybiotyków miał miejsce jeszcze przed tym zdarzeniem. A przyczynił się do niego lepszy standard życia, większa dbałość o higienę oraz zharmonizowane stosunki pomiędzy niektórymi mikroorganizmami a człowiekiem-gospodarzem. Jako przykład dr Thomas McKeown, lekarz i wykładowca na Uniwersytecie w Brimingham w Anglii, podał gruźlicę. Otóż zanim jeszcze wprowadzono streptomycynę śmiertelność w wyniku tej choroby drastycznie spadła. Zastosowanie samego antybiotyku zmniejszyło ją o zaledwie 3 %. Inne wyniki wskazują, że spadek śmiertelności z powodu chorób zakaźnych nie ma nic wspólnego ze zdarzeniem powiązania bakterii jako przyczyny chorób przez nie przenoszonych.

Zagrożenia

Ponieważ fakty pokazują, że w bardzo wielu przypadkach nie powinniśmy stosować antybiotyków walcząc z czymś, co jest jedynie objawem zaburzeń w naszym organizmie, a raczej skupić się na powrocie do zdrowia, warto zdawać sobie sprawę jakie skutki uboczne niesie ze sobą zażywanie antybiotyków. Już kilkudniowe leczenie pozostawia ślady na naszym organizmie, nie wspominając nawet o modnych ostatnio terapiach wielomiesięcznego stosowania antybiotyków.

Z najważniejszych zagrożeń wymieńmy:

  • zniszczenie przyjaznej flory bakteryjnej

Ludzkie ciało jest domem dla miliardów bakterii, które w stanie równowagi żyją ze sobą w symbiozie i pełnią bardzo ważne funkcje, broniąc nas, między innymi, przed zagrażającymi życiu patogenami. Antbiotykoterapia zabija naszą florę bakteryjną zaburzając harmonię pomiędzy mikroorganizmami i torując drogę patogenom.

  • wytworzenie szczepów opornych na antybiotyki

Działanie antybiotyków polega na zaburzaniu metabolizmu lub cyklu rozwojowego bakterii. Ponieważ jednak bakterie rozmnażają się bardzo szybko, są w stanie zaadaptować się do nowych warunków i wytworzyć takie mechanizmy ochronne, które, mimo wszystko, pozwolą im przeżyć. Co ciekawe, antybiotyki zwykle niszczą te słabsze bakterie gdy tymczasem te silniejsze stają się jeszcze mądrzejsze wyszukując coraz to nowsze sposoby, by stawiać opór antybiotykom. W związku z tym bardzo często osoby, które przyjmują kilkakrotnie ten sam antybiotyk po jakimś czasie mają jeszcze więcej tych bakterii, które próbowały wyeliminować.

  • problemy z grzybicą

Jeśli zabijemy naszą przyjazną florę bakteryjną pozostaje nisza, którą bardzo szybko zajmują grzyby. Przerost Candidy bardzo szybko daje o sobie znać problemami gastrycznymi, najczęściej biegunką. Najczęściej problem pozostaje z nami już po zakończonej antybiotykoterapii.

  • zespół przewlekłego zmęczenia (ang. chronic Fatigue Syndrome, CFS)

W 1989 i 1990 roku doktor Carol Jessop, naukowiec i wykładowca z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco opublikowała badanie dotyczące osób z CFS. Okazało się, że 80 % chorych informowała o powtarzających się seriach antybiotykoterapii. Inni badacze po nim doszli do analogicznych wniosków – przyjmowanie antybiotyków często prowadzi do powstania tej dolegliwości objawiającej się uporczywym zmęczeniem, depresją, problemami z pamięcią i koncentracją, wahaniami nastroju czy bezsennością

  • supresja układu odpornościowego

Antybiotyki osłabiają działanie układu odpornościowego głównie poprzez modulację działania białych ciałek krwi. Ponadto badania pokazują, że antybiotyki zwiększają prawdopodobieństwo nawracających infekcji. Te wszystkie obserwacje zdają się sugerować, że antybiotyki osłabiają zdolności organizmu do walki z infekcjami. W przypadkach, gdy antybiotyki nie są podane, organizm najczęściej wytwarza odpowiednią odpowiedź immunologiczną zwalczając patogeny oraz chroniąc przed nawrotem zakażenia.

  • Alergie pokarmowe

Ponieważ antybiotyki niszczą jelita oraz przyjazną florę bakteryjną często prowadzą do powstania alergii i nietolerancji pokarmowych.

  • niedobór witamin i minerałów

Antybiotyki obniżają wchłanianie substancji odżywczych i powodują ich niedobór. Co ciekawe, często jest to niedobór tych składników, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego.

Oporność w ekosystemie

earthInnym problemem związanym z nadużywaniem antybiotyków jest przenoszenie oporności w całym ekosystemie. Oporność bakterii na antybiotyki nie ogranicza się jedynie do ludzi i zwierząt. Jak słusznie zauważa Stephen Buhner w jednej ze swoich książek dużym sprzymierzeńcem w pogłębianiu tego problemu jest przedostawanie się antybiotyków do wód. Ponieważ bakterie w wodzie mają idealne warunki do rozmnażania się sprzyja to przekazywaniu cech oporności w całym środowisku. Dotyczy to zarówno sytuacji, gdy antybiotyki podaje się rybom, jak i tych, gdy bogate w te farmaceutyki ścieki z fabryk czy domostw trafiają do rzek, jezior czy na pola uprawne lub pastwiska.

Problem ten nasila masowe stosowanie antybiotyków przez rolników (proceder stosowany powszechnie w Stanach Zjednoczonyc, zdaje się, że w Europie takie używanie antybiotyków jest, na szczęście, zabronione). W dzisiejszych czasach rośliny oraz gleba są nieustannie poddawane działaniu tych chemicznych substancji, nie tylko poprzez kontakt z zanieczyszczoną wodą. Uprawy często spryskiwane są antybiotykami bezpośrednio, co dotyka nie tylko drzewa owocowe, ale również samą glebę niszcząc jej integralność i zdrowie. Inne praktyki rolnicze takie jak najróżniejsze opryski przeciw różnym chorobom, chemiczne eliminowanie chwastów oraz zanieczyszczenia przemysłowe również przyczyniają się do zwiększenia oporności patogenów w glebie. Tak ogromna ilość substancji bakteriobójczych obecnych w środowisku wpływa destrukcyjnie na wszystkie organizmy żywe, a w związku z tym na całą Ziemię. Współczesna medycyna oraz nauka w pogoni za efektywnością traci z oczu szerszy obraz. Ani człowieka, ani środowiska nie można traktować redukcjonistycznie, niczym maszyny z wymiennymi częściami. Życie na naszej planecie jest ze sobą ściśle powiązane i zależne od siebie. Niszcząc jedno ogniwo, niszczymy inne. Uderzając w naturę, uderzamy w siebie samych. Einstein podobno miał powiedzieć, że gdy wyginą pszczoły, człowiekowi pozostaną jedynie cztery lata. Czy to proroctwo się spełni, i to wkrótce?

Sojusz z bakteriami

Jak się okazuje, obraliśmy sobie za wroga naszego sprzymierzeńca. Jak pisze Stephen Buhner bakterie były najmniejszymi formami życia, które wyewoluowały w bardziej złożone, wielokomórkowe organizmy, w tym człowieka. Bakterie nie są zarazkami (ang. germ), ale zalążkami życia (germinator). Wypowiadając im wojnę walczymy jednocześnie z żyjącym fundamentem natury i każdą formą życia. Bakterie, które zasiedlają się w ciele noworodka (przebywającym wcześniej w sterylnych warunkach płodowych) od zawsze żyły w koewolucyjnej symbiotycznej zależności z człowiekiem i stanowią nieodłączny element rozwojowy naszego gatunku. I tak naprawdę tworzą pierwszą linię obrony układu odpornościowego. Bakterie żyjące z nami w relacji symbiotycznej wytwarzają specjalne substancje zabijające zagrażające nam patogeny (na przykład pewien rodzaj zasiedlających nasze gardło bakterii streptoccocus produkuje substancje aktywne przeciwko Streptococcus pyogens powodującym ból gardła). Całość bakterii życjących w naszym ciele tworzy harmonijnie współdziałający mikrobiom. Gdy przyjdzie nam wybrać, czy sięgnąć po antybiotyki, czy nie, zastanówmy się, czy chcemy ten mikrobiom zaburzać? 

Bez bakterii nie ma życia

ecoChoroba nie jest inwazją bakterii na nasz organizm. Te mikroorganizmy, z którymi od milionów lat żyliśmy w symbiozie, pomagały nam i chroniły przed szkodliwymi dla nas substancjami i bytami. Choroba jest zaburzeniem równowagi w organizmie i w związku z tą nierównowagą często towarzyszy jej zakażenie oportunistyczne. Dlatego powinniśmy zająć się leżącym u podłoża brakiem odporności i przede wszystkim skupić się na wspieraniu zdrowia, a nie na walce z chorobą. Powinniśmy to zrobić nie tylko dla siebie, ale dla całej naszej planety i dla kolejnych pokoleń. Walka naszej medycyny z chorobami nie zaowocowała ich brakiem. Wręcz przeciwnie. Niezrozumienie istoty życia doprowadziło nas do stworzenia chaotycznego ekosystemu i bakterii bardziej wirulentnych niż kiedykolwiek wcześniej. Coraz więcej osób przestaje mieć zaufanie do „sztuki lekarskiej” , która zrodziła się stosunkowo niedawno, i sięga do dawnych tradycji, takich jak na przykład zielarstwo, które wspiera życie jako całość i nie narusza harmonii i mądrości panujących w naturze. Dlatego wszystkich stojących przed wyborem – antybiotyki czy nie (zwłaszcza w przypadku leczenia przewlekłych schorzeń, takich jak borelioza, gdzie wymagana jest wielomiesięczna terapia) – zachęcamy do rozważenia innych metod leczenia. Polecamy naturalne substancje, takie jak zioła, które w przypadku osłabienia odporności są w stanie radzić sobie z bakteriami o wiele lepiej, niż antybiotyki (zainteresowanych odsyłamy do książek Buhnera). A z innych metod – może specjalne techniki oddechowe połączone z odpowiednimi ćwiczeniami i ekspozycją na zimno opracowane przez Wima Hofa (znanego jako Ice Man). Polecamy tę ostatnią, częściowo sprawdzoną, rezultaty zaskakujące 🙂 Ale więcej o tej metodzie w kolejnym poście.

 

Bibliografia:

Stephen Harrod Buhner, The lost language of Plants

Michael Schmidt, Lendon H. Smith, Keith W. Sehnert, Beyond Antibiotics: 50 (or so) ways to boost immunity and avoid antibiotics

Sok z brzozy i jego prozdrowotne właściwości

Właśnie teraz, gdy pierwsze, żywsze promienie słońca oznajmiają nam o nieodwołalnym nadejściu wiosny, nie jest jeszcze za późno na pozyskiwanie znanego od setek lat w medycynie ludowej soku z brzozy. Ten płynący w brzozie życiodajny płyn zwany jest również bzowiną lub oskołą. Zbiera się go w okresie wczesnowiosennym i tradycyjnie wykorzystywany był właśnie w tym czasie dla oczyszczenia i wzmocnienia organizmu po drenującym nas z sił witalnych okresie zimowym.

Właściwości

Zgodnie z przekbrzozaonaniami medycyny ludowej sok z brzozy ma właściwości antynowotworowe, łagodzi chorobę wrzodową i bóle reumatyczne. Sok ten zawiera aminokwasy, witaminy, cukry proste, sole mineralne, fenolokwasy i terpeny. Poza tym jest bogaty w triozy, pentozy i heksozy, które błyskawicznie wnikają do komórek i mogą być przez nie wykorzystywane jako materiał energetyczny i budulcowy. Działa wzmacniająco i regenerująco na układ odpornościowy. Ma właściwości oczyszczające wspomagając usuwanie zbędnych metabolitów oraz ksenobiotyków. Stymuluje filtrowanie w przewodach moczowych przyspieszając wydalanie moczu oraz zapobiegając tworzenie kamieni nerkowych. Sprzyja prawidłowej pracy jelit dzięki zawartej w nim ksylozie, która przyspiesza pasaż treści pokarmowej. Ponadto za sprawą obecnych w nim cukrów prostych jest doskonałym prebiotykiem promując rozwój korzystnej flory bakteryjnej. Działa korzystnie również u osób cierpiących na wrzody lub nieżyt żołądka. Dodatkowo dzięki dużej zawartości soli mineralnych sok z brzozy jest doskonałym źródłem biopierwiastków i sprawdza się jako napój izotoniczny i energetyzujący.

Warto też wspomnieć o zewnętrznym zastosowaniu soku. Tradycyjnie wykorzystywano go do pielęgnacji włosów i skóry. Zawarte w nim związki są łatwo przyswajalne przez skórę. Doskonale sprawdzają się również okłady na oczy – likwidują zmęczenie oczu, stany zapalne, cienie i worki pod oczami.

Pozyskiwanie

Sok z brzozy pozyskuje się nawiercając niewielki otwór w pniu drzewa. Nadający się do tego okaz musi mieć minimum dziesięć lat. Z doświadczenia wiem też, że czasem zbyt gruba kora utrudnia procedurę nawiercania w związku z czym lepiej wybrać egzemplarz z mniej okazałą korą. Otwór powinien znajdować się na wysokości około 50 cm nad ziemią. W nawierceniu umieszczamy plastikową rurkę (można najpierw włożyć metalową, którą da się umieścić bardziej stabilnie niż plastikową zmniejszając ryzyko wypadnięcia, i dopiero na tę naciągnąć rurkę plastikową), a jej drugi koniec wkładamy do położonej na ziemi butelki. W ciągu doby uzyskujemy około 1-2 litry soku, który można przechowywać w lodówce do 4 dni.

Sok z brzozy jest przezroczysty i lekko słodkawy w smaku. Możemy się nim cieszyć aż do pojawienia się listków. Gdy bowiem liście zaczynają rozkwitać na gałęziach, sok staje się nieco mętny i jest to znak, że na nastęĻną porcję tego prozdrowotnego napoju musimy poczekać do kolejnej wiosny.

Otwór wykonany w drzewie nie stanowi żadnego zagrożenia dla jego żywotności. Jednak po zakończeniu możemy posmarować go specjalną maścią ogrodniczą do leczenia uszkodzeń drzew.

Jeśli wszystkie powyższe argumenty Was przekonały to proponujemy pospieszyć się – sok z brzozy leci już od kilku dni i szkoda tracić kolejne!

Bibliografia:

Medycyna dawna i współczesna, dr Henryk Różański, Sok z brzozy – Succus Betulae

 

Tlenoterapia hiperbaryczna w walce z osteoporozą

Wiele przeprowadzonych do tej pory badań pokazało, że tlenoterapia hiperbaryczna posiada zdolność osteoreaktywowania uśpionych komórek osteogennych. Jest to niezwykle cenne w przypadku regeneracji złamań oraz u osób z postępującą osteoporozą.

W jednym z badań 20 kobiet w wieku 38-73 lata cierpiących na osteoporozę poddano działaniu tlenoterapii hiperbarycznej. Pacjentki odbyły 15 godzinnych sesji w komorze, 5 sesji tygodniowo, następnie powtórzono 15 sesji tym razem 3 sesje w tygodniu. Wyniki BMD (gęstość mineralna kości) okazały się wyższe o 18,5 % niż przed zabiegami. 19 z 20 pacjentek donosiło o zmniejszeniu skurczów lędźwiowych. 17 z 20 pacjentek odnotowało zmniejszenie bólu. 15 z 20 pacjentek zaobserwowało zwiększoną mobilność w odcinku lędźwiowym kręgosłupa.

Okazuje się, że ze względu na wszechstronne działanie tlenoterapia hiperbaryczna może być z powodzeniem stosowana u osób z osteoporozą.

Bibliografia:

Applications of low pressure hyperbaric chamber oxygen theraapy in osteoporosis, Khodor Haidar Hassan Department of Physical Therapy, Faculty of Public Health, Section I, Lebanese University, Hadath, Lebanon Gian Marco Oppo Nautilus Hyperbaric Center, Prosperus Institute, Florence, Italy, Giuliana Roselli Department of Radiology, Azienda OspedalieraUniversitaria Careggi, Florence, Italy, Edwin Parra Prada Istituto di Reumatologia, Medicity, Colombia, Mahmoud Mohamad El Homsi Department of Biology and Bioinformatics, Faculty of Sciences I, Lebenese University, Hadath, Lebanon Fadel Nahle Private Medical Lab in Beyrouth, Lebanon, Federica di Naro Azienda ospedaliera universitaria Policlinoco Paolo Giaccone, Palermo, Itlay, Diego di Benedetto, Giulia Biccheierai, Jacopo Nori Diagnostic Senology Unit AOU Careggi, Florence, Italy

https://www.researchgate.net/publication/318110863_APPLICATIONS_OF_LOW_PRESSURE_HYPERBARIC_CHAMBER_OXYGEN_THERAPY_IN_OSTEOPOROSIS

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23162969