blog

Uzdrawiająca moc obecności roślin

diNie wiem jak wy, ale ja uwielbiam otaczać się kwiatami i roślinami. Oczywiście najbardziej tymi żyjącymi w ogrodzie lub lesie. Ale niestety, nie mieszkam w szałasie zatopionym w żywej naturze i choć bywam na wsi to jednak większość czasu spędzam w – choć pięknym – to jednak mieście, wśród asfaltu, betonu i spalin. Dlatego jeśli już mam wpływ na wygląd wnętrza, w którym przebywam, to wybieram to wypełnione roślinnością. Wiem, że nie ja jedna – chyba wszystkich nas ciągnie tam, gdzie soczysta zieleń podnosi wibracje otaczającej ją przestrzeni. Ale pewnie nie każdy wie, że wpływowi roślin wnętrzach na ludzi przyglądali się już naukowcy i opublikowali bardzo ciekawe badania na ten temat.

Dlaczego warto mieć kwiaty w domu

Do najważniejszych korzyści wynikających z obecności roślin w naszych domach czy biurach należą:

  • poprawa jakości powietrza

Rośliny oczyszczają powietrze – zgodnie z badaniem NASA przeprowadzonym w 1989 roku usuwają do 87 % lotnych związków organicznych (ang. Volatile Organic Compounds, VOCs) w ciągu każdej doby. Te substancje to m.in. formaldehyd, benzen i trichloroetylen, obecne w plastikowych torbach, dymie papierosowym, farbach. Benzen występuje w większym stężeniu w pomieszczeniach z dużą ilością książek i gazet ze względu na jego ulatnianie się z farb drukarskich. Ponadto rośliny pomagają walczyć z i zapobiegać pojawiającemu się w ostatnich latach syndromowi chorego budynku (ang. Sick Building Syndrome, SBS), do którego przyczynia się właśnie słaba jakość powietrza.

  • Ułatwianie oddychania

Jak zapewne pamiętamy ze szkoły, rośliny w procesie fotosyntezy pobierają dwutlenek węgla i zamieniają go w tlen (w dużym skrócie). Większość roślin robi to w dzień, w obecności światła. Jednak są takie, które proces ten przeprowadzają w nocy i dlatego warto mieć je w swojej sypialni. Do najbardziej popularnych roślin doniczkowych należących do tej grupy zaliczamy sansewierię, drzewko neem, arekę, aloes, gerberę, schlumbergerę czyli kaktus bożonarodzeniowy, tulsi oraz orchideę.

  • Nawilżanie powietrzadoniczk

Jakieś 10 % wilgoci w powietrzu, którym oddychamy, jest uwalniane przez rośliny. Jest to bardzo przydatne zwłaszcza podczas okresu zimowego, kiedy to powietrze w naszych mieszkaniach najczęściej jest bardzo suche. Warto jednak zwrócić uwagę, że niektóre rośliny uwalniają wilgoć do otoczenia (są to na przykład areka żółtawa, Chrysolidocarpus lutescens), inne zaś, takie jak kaktusy czy sukulenty, zatrzymują wodę w związku z czym uwalniają jej do otoczenia niewielkie ilości. Badania przeprowadzone przez Uniwersytet Rolniczy z Norwegii pokazują, że występowanie roślin we wnętrzach zmniejsza prawdopodobieństwo problemów z suchą skórą, przeziębień, bólów gardła i suchego kaszlu.

  • Poprawa ogólnego stanu zdrowia, nastroju oraz redukcja stresu

Badania pokazują, że obecność roślin w domu pomaga zredukować stres i zmęczenie poprawiając jednocześnie produktywność. W wyniku badania przeprowadzonego przez Dutch Product Board for Horticulture okazało się, że dodanie roślin do pokojów biurowych zmniejszyło zmęczenie, złagodziło przeziębienia, bóle głowy, kaszel, ból gardła oraz symptomy grypopodobne. Zgodnie z innym badaniem przeprowadzonym przez Uniwersytet Rolniczy w Norwegii liczba zachorowań w biurach z roślinami spadła o 60 % w porównaniu z tymi, w których ich nie było. Natomiast badanie z Royal College of Agriculture w Cirencester w Wielkiej Brytanii pokazało, że studenci uczyli się z większą o 70 % uwagą w pokojach, w których znajdowały się rośliny. To samo badanie wykazało również, że wykłady udzielane w salach z roślinami były słuchane z większym zainteresowaniem i lepszą koncentracją. Zgodnie z książką „Holistic solutions for anxiety & depression” dotykanie miękkich i gładkich roślin może sprawić, że poczujemy się spokojniejsi. Kwiaty natomiast kojarzone są z pozytywnymi zdarzeniami i mogą poprawiać nastrój. Pewne badanie dowiodło, że kwiaty mają bezpośredni i błyskawiczny wpływ na odczuwanie szczęścia oraz poprawę pamięci

  • Ułatwianie zasypiania i głębokiego snu

Zapach niektórych roślin działa nasennie i uspokajająco. Zwłaszcza obecność w sypialni kwitnącej lub ususzonej lawendy czy jaśminowca działa relaksująco. Dlatego warto te rośliny mieć w doniczce na stoliku nocnym.

Rośliny przyspieszają rekonwalescjencję i zmniejszają ból u pacjentów szpitalnych
Zrzut ekranu 2018-11-22 o 18.30.09
Pokoje szpitalne bez roślin (A) oraz z roślinami (B)

Okazuje się że obecność zielonego życia w naszych mieszkaniach ma znaczący wpływ nie tylko na nasze samopoczucie, ale również na zdrowie fizyczne. A wiemy o tym m.in. z badania opublikowanego w 2009 r. w magazynie HortScience przeprowadzonego przez badaczy z Uniwersytetu w Kansas. W badaniu wzięło udział 80 pacjentek po tyroidektomii. Zostały one przydzielone do pokojów bądź z roślinami, bądź pozbawionych roślin. Okazało się, że u pacjentek w pokojach z roślinami (zarówno żywymi, jak i ciętymi) okres hospitalizacji był krótszy, potrzebowały mniej środków przeciwbólowych, odnotowały mniej punktów na skali bólu, niepokoju czy zmęczenia za to więcej emocji pozytywnych i większe zadowolenie z otoczenia w porównaniu z pacjentkami z grupy kontrolnej. Badania sugerują, że szpitalne pokoje wypełnione roślinami mają walor nie tylko estetyczny, ale również terapeutyczny poparty twardymi danymi. Badanie to poszerzało temat podjęty w pracy z 1984 r. kiedy to porównywano pooperacyjnych pacjentów płci zarówno męskiej, jak i żeńskiej przebywających w pokojach bądź z widokiem na park, bądź na inny budynek. Okazało się, że ci w pokoju z widokiem na zieleń przebywali w szpitalu krócej, mieli mniej negatywnych wpisów w historii leczenia oraz zażywali mniej środków przeciwbólowych.

Bibliografia:

https://ntrs.nasa.gov/archive/nasa/casi.ntrs.nasa.gov/19930073077.pdf

http://hortsci.ashspublications.org/content/44/1/102.full.pdf

Therapeutic Influences of Plants in Hospital Rooms on Surgical Recovery, Seong-Hyun Park, Richard H. Mattson, Department of Horticulture, Forestry and Recreation

https://journals.sagepub.com/doi/full/10.1177/147470490500300109

Czy na pewno musimy jeść tak często? Intermittent Fasting dla zdrowia

foodW świecie owładniętym konsumpcjonizmem, w którym jedzenie coraz częściej staje się nie tyle sposobem na zaspokojenie potrzeb organizmu, ale ucieczką od stresu, nagrodą czy też towarzyską rozrywką mało kto jest w stanie odmówić sobie owej przyjemności. Zapewne też mało kto przypuszcza, otoczony przez medialne przekazy zalecające jeść choć może mało, to jednak często, by „nakręcać” w ten sposób swój metabolizm, że nieustanne spożywanie pokarmów zmusza nasz organizm do ciągłej pracy nie dając mu chwili wytchnienia (poza wypoczynkiem nocnym, który niejako wymusza głodówkę) i pozbawiając go szansy na pełniejszą regenerację. Niegdyś ludzie jadali rzadziej, z różnych względów. Często warunki wymuszały okresy niejedzenia, zaś wierzenia (obecne nie tylko w religiach, ale i pradawnych praktykach szamańskich) zalecały okresowe posty nie tyle ze względu na korzyści zdrowotne (na których skupimy się tutaj), co z przyczyn duchowych. Głodówka bowiem oczyszcza i regeneruje nasz organizm, zarówno na poziomie fizycznym, jak i duchowym – pozbywając się tego wszystkiego, co obciąża nasze ciało, łatwiej nam również odpuścić to, co ciąży nam na poziomach bardziej subtelnych. Ja sama od dawna stosuję krótkie głodówki, tzw. Intermittent Fasting (IF), które są dużo mniejszym wyzwaniem niż wielodniowy post i na pewno łatwiej je inkorporować w codzienność, ale które jednocześnie niosą ze sobą wiele korzyści zdrowotnych (choć nie tylko zdrowotnych). Jeśli jeszcze nie słyszeliście, czym jest IF, jak go stosować i jakie korzyści daje, zapraszam do lektury.

Na czym polega Intermittent Fasting

healthy-food-1487647_960_720IF jest sposobem odżywiania polegającym na spożywaniu wszystkich posiłków w trakcie stosunkowo krótkiego okna żywieniowego (trwającego najczęściej od 12 do 4 godzin) i niedostarczaniu organizmowi żadnych kalorii w ciągu pozostałych kilkunastu godzin. W praktyce wygląda to tak, że, na przykład, omijamy śniadanie (tak, dokładnie – omijamy śniadanie wbrew temu, czego nas uczą, że jest to najważniejszy posiłek w ciągu dnia…) i pierwszy posiłek jemy o godzinie 14, ostatni zaś o 20. Taki schemat daje nam 18 godzin postu, co jest dość rygorystyczną postacią tej metody, choć z doświadczenia powiem, że wcale nietrudną do zastosowania. Ten model jedzenia wydaje się być bliższy modelowi żywienia naszych przodków. I choć przez tysiące lat nasze organizmy z pewnością przystosowały się do nowych warunków to dla mnie jest on bardziej intuicyjny – ja sama zaczęłam go stosować nie w efekcie przestudiowania teorii za nim się kryjącej, ale zupełnie spontanicznie, idąc za głosem mojego własnego organizmu oraz ze względu na łatwość zastosowania oraz korzyści, które daje. Nie wchodząc w techniczne szczegóły i rezultaty badań naukowych na razie powiem tylko, że jedzenie w ciągu kilku godzin pozwala nam zaoszczędzić sporą ilość czasu, którą możemy poświęcić na coś innego (po prostu nie zaprzątamy sobie głowy nieustannym myśleniem o jedzeniu i przygotowywaniem posiłków), a poza tym (każdy, kto taki model stosuje z pewnością się ze mną zgodzi) te wczesne godziny, kiedy jesteśmy na czczo, są okresem, kiedy mamy najwięcej energii (ja zawsze biegam i ćwiczę przed południem albo wczesnym popołudniem, przed jedzeniem, i jest to mój najlepszy trening) oraz najlepszą koncentrację i produktywność intelektualną. Gdy już nauczymy się nie ulegać uczuciowi głodu i nie iść za impulsem lęku odkryjemy pewnego rodzaju klarowność i przestrzeń, w której może narodzić się zupełnie nowa relacja z jedzeniem – jedzenie świadome wyrastające ze szczerej troski o nasze ciało i jego potrzeby. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że taki model może nie być dla wszystkich i że na pewno warto implementować go stopniowo. Ale każdemu, kto intuicyjnie wybiera jeść rzadziej, omijać śniadania i ćwiczyć na czczo zalecam wsłuchać się w siebie i pójść za głosem swojego organizmu wbrew „powszechnym” zaleceniom i modom. Tym bardziej, że owe zalecenia i mody są tak naprawdę stosunkowo młode i oddalają się coraz bardziej od sposobu życia naszych – wcale nie tak dalekich – przodków. Ale na szczęście owe mody też ewoluują i coraz więcej osób poleca ograniczać nie tylko i nie tyle kaloryczność spożywanych posiłków, co ich częstotliwość po to by dać naszemu zmęczonemu od ciągłego konsumowania układowi pokarmowemu wytchnienie. Od dawna już dysponujemy badaniami potwierdzającymi prozdrowotne działanie restrykcji kalorycznej. A każdy z nas, kto kiedykolwiek interesował się długowiecznością zapewne wie, że najwięcej zdrowych stulatków jest na Okinawie, gdzie od wieków propaguje się niskokaloryczną dietę i aktywny tryb życia. Dlatego jeśli chcecie jak najdłużej cieszyć się zdrowiem i wysokim poziomem energii życiowej proponuję zapoznać się z zaletami IF i zastanowić się, czy taki model żywienia przypadkiem nie jest dla was.

Korzyści zdrowotne IF

W poniższym artykule pragniemy przybliżyć korzyści zdrowotne stosowania IF. A najważniejsze to:

  • Utrata zbędnych kilogramów i tkanki tłuszczowej

Jedząc w ciągu kilku godzin zamiast kilkunastu zwykle zjadamy mniej posiłków co przekłada się na ujemny bilans energetyczny w porównaniu z drugą opcją. Ale nie tylko z tego powodu IF sprzyja szczupłej sylwetce. Taki model odżywiania ma również wpływ na gospodarkę hormonalną – sprzyja utrzymaniu niższego poziomu insuliny oraz większego poziomu hormonu wzrostu co ułatwia i przyspiesza rozkład tkanki tłuszczowej. Te mechanizmy hormonalne potrafią poprawić metabolizm o 3.6-14 %. Badania pokazują również, że IF powoduje mniejszy spadek masy mięśniowej niż tradycyjne diety oparte na ograniczaniu kalorii.

  • Zmniejszenie poziomu insuliny a tym samym ryzyka cukrzycy typu 2 foo

Badania pokazują, że IF wpływa korzystnie na insulinooporność oraz w sposób znaczący obniża wysoki poziom cukru. W badaniach nad IF przeprowadzonych na ludziach stosujących ten model żywienia okazało się, że poziom cukru na czczo był 3-6 % niższy, zaś poziom insuliny spadł o 20-31 %. Jedno z badań na szczurach potwierdziło również, że IF chroni przed niewydolnością nerek, jednym z najpoważniejszych powikłań cukrzycy. Ponadto badania pokazują również, że podobna dieta może prowadzić do wytwarzania nowych komórek trzustki, które zastępują komórki uszkodzone.

  • Korzystny wpływ na mózg

Zgodnie z badaniami IF może prowadzić do zwiększenia liczby komórek nerwowych optymalizując tym samym funkcje mózgu. Ponadto IF zwiększa poziom neurotroficznego czynnika pochodzenia mózgowego (ang. Brain-Derived Neurotrophic Factor, BDNF, o którym pisaliśmy już post), pełniącego wiele ważnych ról i którego niedobór wiąże się z wieloma schorzeniami neurologicznymi. IF zmniejsza ryzyko chorób neurodegeneracyjnych takich jak choroba Parkinsona czy Alzheimera. Chroni neurony przed ekscytotoksycznością prowadzącą do ich śmierci. Może również przyspieszać autafagię (proces pozwalający pozbyć się starych komórek i zastąpić je nowymi) w neuronach, co wspomaga naturalne procesy ochrony przed chorobami neurodegeneracyjnymi. Ponadto badanie z udziałem 50 osób w podeszłym wieku pokazało, że restrykcja kaloryczna poprawia pamięć.

  • Wydłuża życie

Badania pokazują, że IF wydłuża życie w podobny sposób jak restrykcja kaloryczna. Niektóre wyniki były wręcz spektakularne – w jednym z nich okazało się, że szczury, które pościły co drugi dzień żyły o 83 % dłużej niż te, które nie ograniczały pożywienia. Ponadto niższy poziom energii w okresach postu sprawia, że mitochondria zaczynają działać w sposób bardziej wydajny wydłużając nasze żīcie i sprzyjając zachowaniu zdrowia.

  • Wywołuje wiele korzystnych procesów naprawy komórkowej

Okres kiedy nie dostarczamy organizmowi pożywienia i kiedy wyczerpią się zapasy glikogenu jest początkiem procesu autofagii, czyli procesu potocznie określanego jako usuwanie śmieci. Proces ten obejmuje rozkładanie i metabolizowanie nieprawidłowych protein, które wraz z upływem czasu odkładają się w naszych komórkach. Autofagia chroni nas przed zapadnięciem na wiele chorób, m.in. nowotwory czy chorobę Alzheimera.

  • Zwiększa poziom hormonu wzrostu

Hormon wzrostu pełni wiele korzystnych funkcji w naszym organizmie. Niestety jego poziom spada wraz z wiekiem. Okazuje się, że stosowanie głodówek, restrykcji kalorycznej oraz IF może w sposób znaczący zwiększyć jego poziom.

  • Zmniejsza stres oksydacyjny i stan zapalny w organizmie

Wszyscy już zapewne wiemy, że stres oksydacyjny jest jednym z głównych czynników przyczyniających się do wielu chorób przewlekłych i przedwczesnego starzenia. Wiele badań potwierdza korzystne działanie IF również w tej sferze – stajemy się bardziej odporni na stres oksydacyjny oraz zmniejsza się poziom stanu zapalnego w naszym organizmie.

  • Sprzyja zachowaniu zdrowego serca

Choroby sercowo-naczyniowe są największą przyczyną zgonów w dzisiejszych czasach. IF skutecznie obniża czynniki ryzyka związane z tą grupą chorób: ciśnienie krwi, cholesterol LDL, trójglicerydy oraz poziom cukru we krwi. Osoby stosujące IF oraz dietę niskokaloryczną rzadziej zapadają na choroby o podłożu sercowo-naczyniowym.woman-570883_960_720

IF dla kobiety

Głodówki, a tym samym IF, mogą wyglądać nieco inaczej w przypadku kobiet. Natura stworzyła nas jako potencjalne matki i dlatego organizm kobiety jest bardzo zależny od miesięcznego cyklu hormonalnego. Wszelki stres (pod którym kryje się bardzo wiele, również jakiekolwiek zmiany dietetyczne) może zakłócać ów cykl. W momencie kiedy nasze ciało otrzymuje z otoczenia sygnał, że coś nam zagraża, wyłącza cykl miesięczny stwierdziwszy, że warunki nie są optymalne dla przyjścia na świat nowego życia. Takim czynnikiem stresogennym może być również zmiana diety, zwłaszcza, jeśli prowadzi do deficytu kalorycznego albo wymusza okresy niejedzenia. Z tego względu kobiety generalnie gorzej znoszą głodówki i powinny do nich podchodzić z większą rozwagą. Osobiście (a piszę to jako kobieta) nie zauważyłam żadnych niekorzystnych zmian hormonalnych odkąd stosuję IF. Myślę jednak, że warto ten tryb żywienia wprowadzać stopniowo i powoli przystosowywać organizm do nowego modelu. Ja sama zaczynałam od znacznie dłuższego okna żywieniowego, jego wydłużenie przyszło samo – spontanicznie i w pełni naturalnie dzięki czemu mój organizm nie odczuł tego jako stresu. Pamiętajmy też, by słuchać swojego ciała i podchodzić do tego planu elastycznie – jeśli danego dnia czujemy się słabo bez jedzenia nie wymuszajmy go na siłę, bardzo możliwe, że następnego dłuższe niejedzenie przyjdzie zupełnie bezwiednie w odpowiedzi na sygnał naszego zmęczonego ciągłym trawieniem i przetwarzaniem energii organizmu.

Świadome jedzenie, świadome życie

fŚwiat, w którym przyszło nam żyć, coraz częściej boryka się z problemem otyłości. Dziś już nawet dzieci potrafią mieć nadwagę (kiedyś ten problem ich nie dotyczył). Z każdej strony zachęca się nas by kupować, konsumować i wymieniać stare na nowe. Ale może warto zatrzymać się i zastanowić, czy taki model życia nam służy? Czy służy naszej planecie, eksploatowanej i wyzyskiwanej bez szacunku i namysłu w totalnym zapomnieniu, że to ona jest Matką i że nasze życie bez niej nie jest możliwe i że nigdy by się nie zdarzyło. Może warto, zanim kupimy kolejny kawałek przesyconego hormonami stresu mięsa zastanowić się, czy naprawdę musimy jeść tyle białka? Może zanim w stresie, smutku czy zdenerwowaniu sięgniemy po kolejny kawałek czekolady by ukoić swój ból lepiej by było wziąć głęboki oddech i otworzyć się na przepełniające nas emocje, a nie od nich uciekać?

Czy jesteśmy na tyle odważni, by spojrzeć prawdzie w oczy i zobaczyć, że bardzo duża liczba chorób cywilizowanego świata to choroby dietozależna i że to właśnie my sami jesteśmy odpowiedzialni za ich powstanie? Czy chcemy dalej okłamywać samych siebie i żyć bajką, że to lekarze, politycy i dobre wróżki odmienią nasze życie? Może warto zacząć od małych kroków, od zmiany naszej rzeczywistości poprzez zmianę siebie i poprzez świadomą i odpowiedzialną relację z jedzeniem. Z miłości do siebie i do świata we wszelkich jego przejawach ilekroć przyjdzie nam sięgnąć po coś do jedzenia – nie ważne, czy będzie to awokado, pieczony ziemniak czy martwa krowa, która nam oddała swe życie – spytajmy siebie: czy mi to służy? Czy naprawdę tego potrzebuję?

 

Bibliografia:

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21410865

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/10837292

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S193152441400200X

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17316625

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0969996106003251

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/11220789

https://onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1046/j.0022-3042.2001.00747.x

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2633586/

https://academic.oup.com/geronj/article-abstract/38/1/36/570019

https://www.karger.com/Article/Abstract/212538

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S095528630400261X

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17291990/

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17374948

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23244540

https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0104423013000213

The Effects of Intermittent Energy Restriction on Indices of Cardiometabolic Health

Tlenoterapia w walce z negatywneymi skutkami smogu

smogZgodnie z danymi GUS-u w ostatnich latach znacznie wzrasta śmiertelność Polaków, zwłaszcza w okresie zimowym (łączna liczba zgonów w styczniu 2017 r. wyniosła o 35 % więcej niż w tym samym miesiącu rok wcześniej). Natomiast w pierwszym półroczu 2017 liczba zgonów zwiększyła się o 7 % w stosunku do roku wcześniejszego. Jaka może być przyczyna takiego stanu rzeczy? Okazuje się, że wśród przyczyn dominujących w okresie zimowym, takich jak grypa czy infekcje układu oddechowego, zamarznięcia lub zaczadzenia jest zanieczyszczone powietrze. Jak możemy przeczytać w raporcie GUS-u niebezpieczeństwa wynikające ze smogu to m.in. stres oksydacyjny i uogólniony stan zapalny wraz ze wszystkimi ich konsekwencjami. (…) drobne cząstki pyłu zawieszonego mogą przenikać z pęcherzyków płucnych do krwi, a z krwią do różnych narządów. Prowadzone na zwierzętach badania histopatologiczne pokazują poważne niekorzystne zmiany anatomiczne, np. w mózgu, pod wpływem ekspozycji na pył zawieszony”.

Według raportów Europejskiej Agencji Środowiska (EEA) Polska jest w czołówce europejskiej jeśli chodzi o problemy z zanieczyszczeniem powietrza. Z danych EEA wynika, że z z tej właśnie przyczyny w Polsce co roku przedwcześnie umiera niemal 45 tys. osób (co stanowi prawie 12 % całkowitej liczby zgonów). Dodatkowo stężenia wywołującego nowotwory benzo-a-pirenu są u nas najwyższe.

Do grupy najbardziej narażonej na niekorzystne działanie smogu należą dzieci, osoby starsze. Dodatkowo osoby aktywne fizycznie, bowiem wysiłek fizyczny przyspiesza i pogłębia oddychanie przez co wdychamy więcej szkodliwych cząstek. Przewlekłe narażenie na wysokie stężenia pyłu zawieszonego może prowadzić do pojawienia się przewlekłej zaporowej choroby płuc a także zmniejszenia sprawności i wydolności płuc. Krótkoterminowa ekspozycja na wysokie stężenia może nasilać objawy chorób płuc, różnych chorób alergicznych oraz chorób serca, a dodatkowo zwiększać podatność na infekcje dróg oddechowych.smog 1

Wszystko to nie wygląda optymistycznie. Ale na szczęście istnieją sposoby, by dostarczyć organizmowi zbawiennie działający tlen, zwłaszcza w przypadku tych osób, którym siedzący tryb życia nie pozwala na systematyczny trening – jest to tlenoterapia hiperbaryczna. Zabiegi w komorze pomagają nam usunąć z organizmu nagromadzone toksyny oraz poprawiają ogólny stan zdrowia naszych narządów. Dzięki temu organizm lepiej radzi sobie z ekspozycją na niekorzystne warunki środowiskowe. Pamiętajmy o tym teraz, gdy zaczyna się sezon grzewczy, a co za tym idzie – okres największego zagrożenia smogiem.

Bibliografia:

http://www.politykazdrowotna.com/14824,z-powodu-smogu-w-polsce-rocznie-umiera-45-tys-osob

Twórczość artystyczna i jej terapautyczna moc

IMG_5632Jako dzieci wszyscy byliśmy małymi kreatorami. Najpospolitsze i pozornie nieciekawe przedmioty stawały się wyzwolicielami niezmierzonych pokładów twórczej energii – zapałki, żołędzie, kasztany, glina czy zwykły piasek najpierw w wyobraźni, a zaraz potem w rzeczywistości, przemieniały się w oryginalne twory nie mające swoich pierwowzorów nigdzie indziej poza światem naszej imaginacji. Miska z wodą stawała się nieprzemierzonym oceanem na którego falach (wzbudzanych przemienioną w trąbę powietrzną suszarką do włosów) zażarcie walczyły o przetrwanie misternie składane papierowe łódki pozostawiające na powierzchni tęczowe smugi w barwach kolorujących je flamastrów. W oczach dziecka cały świat jest wielkim placem zabaw, który zaprasza do kreatywnej gry przeobrażania jednych form w drugie i czerpania radości z uczestniczenia w tym niesamowitym akcie tworzenia. Wraz z upływem czasu, niestety, obecny w dziecku artysta umiera, a razem z nim wszystkie dzieła, którym mógł dać życie. Ale gdzieś w głębi serca każdego dorosłego człowieka, zagłodzone i odrzucone przez rodziców, społeczeństwo i w końcu nich samych kryją się niepowtarzalne zdolności artystyczne. Może warto je odkopać, wsłuchać się w nie i podążyć za ich podszeptami. Obudzić w soIMG_5565bie twórcę i oddać się zabawie tworzenia. Okazuje się bowiem, że aktywność twórcza posiada ogromną moc terapeutyczną  nie tylko w leczeniu zaburzeń mentalnych, ale również w przypadku wielu innych schorzeń, czysto fizycznych, zwłaszcza jeśli połączymy je z innymi działaniami prozdrowotnymi. Bardzo często tylko takie holistyczne podejście do człowieka jako istoty wielowymiarowej jest w stanie dać wymierne rezultaty i przywrócić zdrowie, które tak naprawdę oznacza stan harmonii.

Czym jest arteterapia?

Terapia sztuką, czyli arteterapia (od ars z łaciny, czyli sztuka)  jest formą psychoterapii wykorzystującą proces artystyczny jako środek ekspresji i komunikacji. Arteterapia odwołuje się między innymi do założeń Junga, zgodnie z którymi celem terapii jest uwolnienie własnej kreatywnej energii działającej jak katalizator transformacji. Margaret Naumburg, jedna z pionierek terapii sztuką zauważyła, że bardziej prawdopo44283495_337502393650942_411615088529637376_ndobne jest aby emocje i myśli pochodzące z nieświadomości ujawniły się poprzez obrazy, aniżeli słowa. Właśnie dzięki temu bliskiemu powiązaniu z prewerbalnymi emocjami ekspresja twórcza może być skuteczniejsza w rozwiązywaniu problemów psychicznych niż ekspresja werbalna. Główne media stosowane w arteterapii to najczęściej najróżniejsze metody plastyczne, ale również muzyka, taniec, teatr, poezja czy rzeźba.

Historia arteterapii

IMG_20180628_175047Chociaż arteterapia jako forma psychoterapii znana jest od stosunkowo niedawnych czasów, już od zarania ludzkich dziejów sztuki używano do przekazywania myśli, pomysłów czy też uwieczniania ważnych zdarzeń. Jednymi z najstarszych dzieł artystycznych są zachowane do dziś petroglify i piktogramy, czyli wyryte lub namalowane na skałach rysunki powstające w tak odległych czasach jak epoka neolityczna. Niektórzy badacze twierdzą, że człowiekowi paleolitycznemu sztuka dawała większą emocjonalną oraz kognitywną świadomość i najprawdopodobniej stała się ścieżką pozwalającą rozwinąć ideę ducha czy też duszy pozwalając mu niejako doświadczyć siebie samego jako czegoś niezależnego od ciała. Według nich twórczość miałaby być wpisana w naszą biologiczną naturę ponieważ od początku ludzkości stanowiła narzędzie dokumentowania i komunikowania informacji dzięki czemu stała się pewnego rodzaju narzędziem przetrwania.

Wraz z upływem czasu sztuka nabrała charakteru bardziej indywidualnego stając się przejawem wewnętrznego życia artysty. Jednak dopiero w latach 40-tych XX wieku terapeutyczne zastosowanie sztuki zyskało teoretyczne ramy i zrodziło oddzielną dyscyplinę. Już sam Freud podkreślał nieudolność słów jeśli chodzi o wyrażanie treści psychicznych oraz marzeń sennych, których przecież doświadczamy w formie wizualnej. Tę werbalną frustrację możemy pominąć jeśli do wyrażania treści naszej psychiki użyjemy obrazów. Również w terapii jungowskiej ekspresja twórcza ma doniosłe znaczenie. Jung wierzył, że zbiorowa świadomość przejawia się poprzez indywidualną nieświadomość, ta zaś wyraża się poprzez sztukę właśnie. Jung bardzo często odwoływał się w terapii do malowania mandali, symbolu po dziś dzień bardzo często używanego na sesjach arteterapii.

Ramy instytucjonalne arteterapii

IMG_5564Arteterapia, czyli terapia sztuką, powstała niezależnie w USA i Wielkiej Brytanii w tym samym czasie. W Anglii jedną z pierwszych postaci mówiących o terapeutycznym zastosowaniu sztuki był artysta Adrian Hill, który przebywając w sanatorium z powodu gruźlicy organizował artystyczne spotkania dla kolegów kuracjuszy. Natomiast dzięki wysiłkom Edwarda Adamsona, który zaobserwował jak artystyczna ekspresja prowadzi do emocjonalnego oczyszczenia, praktyki terapii sztuką trafiły wkrótce do szpitali psychiatrycznych.

W stanach Zjednoczonych w tym samym czasie arteterapia była popularyzowana przez psychoterapeutkę Margaret Naumburg oraz artystkę Edith Kramer. Naumburg uciekała się do sztuki jako medium pozwalającego uwolnić treści zawarte w nieświadomości. Owe treści miały ujawniać się na zasadzie wolnych skojarzeń. Rezultatem była pewnego rodzaju mowa symboliczna, którą pacjent wraz z terapeutą mógł poddać analizie i interpretacji. W 1915 roku Margaret Naumberg otworzyła Walden School w Nowym Jorku. Edukacja w tym ośrodku opierała się na przekonaniu, że dzieci mogą w pełni realizować swój potencjał jeśli są zachęcane do spontanicznego wyrażania siebie poprzez kreatywną ekspresję. Dla Naumberg wyrażanie wewnętrznego życia dziecka było równie ważne w procesie edukacyjnym jak zdobywanie wiedzy. Już w połowie XX wieku wiele placówek typu szpitale czy ośrodki zajmujące się osobami z upośledzeniem umysłowym zaczęło wprowadzać terapię sztuką doświadczywszy, jak bardzo jest ona w stanie wspomóc rozwój zarówno emocjonalny, jak i kognitywny pacjentów.

Jak i dlaczego to działa?43223422_1940118546045600_830738273813921792_n

Twórczość artystyczna działa terapeutycznie ponieważ sztuka przyczynia się do zdrowej integracji wszystkich aspektów ludzkiej osobowości – myślenia, czucia i woli. Terapia poprzez sztukę skierowana jest nie tylko do ludzi, którzy borykają się z chorobą czy traumą ale również do tych, którzy są zainteresowani rozwojem osobistym. Poprzez kreowanie dzieła sztuki oraz późniejszą refleksję nad owym dziełem człowiek doświadcza głębszej świadomości samego siebie oraz innych. Integracja nieświadomych aspektów nas samych i uwolnienie stłumionych emocji wyzwala zaskakujące pokłady energii przemieniające się w uzdrawiającą siłę.

Niektóre osoby mogą niechętnie sięgać po pędzel czy kredki z powodu braku wiary we własne umiejętności i zbyt duży krytycyzm. Jednak przed podjęciem działań nigdy nie powinien hamować nas perfekcjonizm bowiem najważniejszy jest już sam akt tworzenia, a nie „obiektywna” wartość dzieła. Tak bowiem właśnie jest – sam proces tworzenia jest terapią. Dzieło jest ważne jako nośnik treści nieświadomych, a nie ze względu na swoje walory estetyczne, dlatego lęk przed nieudanym rezultatem nie powinien nas powstrzymywać, bowiem w terapii sztuką nie ma nieudanych dzieł, każde jest ważne i niesie ze sobą cenne informacje.34065855_10155845035689285_1613764060879257600_n

Mi sztuka już od pewnego czasu towarzyszy w procesie rozwoju oraz leczenia. Dlatego z ręką na sercu mogę potwierdzić, że sam akt jest leczący. No i dostarcza wiele frajdy.

(Wszystkie zamieszczone na tej stronie grafiki to najnowsze efekty mojej arteterapii 🙂 )

 

Bibliografia:

Art Therapy and Art History Theories, an Inquiry, Hannah L. Masters, Loyola Marymount University, May 2018

Wim Hof, czyli jesteś silniejszy, niż ci się zdaje

whA gdyby się okazało, że możemy kontrolować te funkcje naszego ciała, które miały być niezależne od naszej woli? A co jeśli ktoś by nam pokazał, że samym oddechem możemy wpływać na autonomiczny układ nerwowy i działanie układu immunologicznego? Co by się stało, gdybyśmy poznali człowieka, którego ciało robi rzeczy uznawane przez naukę za niemożliwe? I gdyby ten człowiek obiecał nam, że prostymi technikami nauczy nas tego samego… Czy jesteśmy gotowi uwierzyć, że nasze zdrowie i szczęście zależą tylko i wyłącznie od nas samych i wziąć odpowiedzialność za nasze ciało? Tak jak zrobił to Wim Hof, znany jako Iceman (Człowiek lodu). Wszystkich odważnych zapraszamy do lektury.

Metoda Wima Hofa opiera się na trzech elementach, z których dwa znane są od wieków i pochodzą z pradawnych metod rozwoju umysłu. Chodzi o specjalne techniki oddechowe (przez większość z nas kojarzone z pranayamą, choć bardzo podobne metody od wieków stosowali i stosują również szamani pochodzący z najróżniejszych zakątków globu) oraz ćwiczenia fizyczne w dużej mierze inspirowane jogą. Techniki te znają ci wszyscy, którzy mieli okazję zetknąć się z medytacją czy wschodnimi sztukami walki. Hof dodał do nich jeden, niezwykle ważny – według niego kluczowy, bo to właśnie on zrodził całą resztę – element, odróżniający jego metodę od wcześniejszych. Chodzi o ekspozycję na zimno (stąd przydomek Iceman). Otóż według tego charyzmatycznego Holendra to właśnie zimna woda stała się jego największą nauczycielką mądrości ciała i umysłu. Dlatego też oddechom i ćwiczeniom fizycznym towarzyszą nieodłączne zimne prysznice lub – w wersji dla odważnych stosowanej na szkoleniach Hofa – kąpiele w lodowatej wodzie. Całość znana jest pod określeniem Wim Hof Method, WHM (ang. Wim Hof Method) i tak będziemy ją określać w dalszej części naszego tekstu.

Początek

wimWim Hof od zawsze był zainteresowany poszerzaniem świadomości i zgłębianiem tajników umysłu. Jako siedemnastolatek pierwszy raz zanurzył się w lodowatej wodzie i, jak twierdzi, było to przełomowe wydarzenie w jego życiu. Podczas tej ekstremalnej kąpieli poczuł, że zimna woda może stać się naszym najlepszym nauczycielem. Jeśli zechcemy jej słuchać. Hof zechciał jej słuchać odkrywając, że stres, jaki wywołuje dla organizmu lodowata kąpiel kryje w sobie klucz do tych obszarów naszego mózgu, które – zgodnie z naszą nauką – pozostają poza świadomą kontrolą. Poznawanie siebie w trakcie ekspozycji na zimno pozwoliło Hofowi zrozumieć nieświadome procesy zachodzące w naszym organizmie podczas sytuacji stresowych i opracować dodatkowe techniki oddechowe, które nauczyłyby nas kontrolować nasze reakcje. I chociaż Hof dokonuje rzeczy – wydawać by się mogło – nadludzkich (na przykład wspiął się na Mount Everest w samych spodenkach i butach, ukończył maraton w temperaturze ok. – 20 st. Celsjusza również w skąpym odzieniu oraz pobił rekord Guinnessa w najdłuższej kąpieli w lodzie) i jego trening może spowodować, że będziemy mieli wpływ na autonomiczne funkcje organizmu w ekstremalnych sytuacjach (tak jak na przykład sterownie odpowiedzią organizmu po iniekcji endotoksyn bakterii, czego dokonał Hof w jednym z eksperymentów w warunkach szpitalnych) to WHM tak naprawdę ma służyć przede wszystkim, byśmy mogli poczuć się silniejsi, bardziej odporni na stres, szczęśliwsi i po prostu w pełni zdrowi. Techniki wykorzystywane przez Hofa mają jedynie odblokować w nas ten potencjał, z którym przyszliśmy na świat i który został uśpiony poprzez promowany przez współczesną cywilizację styl życia. Brak ekspozycji na stres środowiskowy jest według Hofa jedną z głównych przyczyn chorób cywilizacyjnych. Niegdyś, gdy warunki życia zmuszały nas do nieustannego zmagania się z ekstremalną pogodą, ćwiczenia naszych ciał w zdobywaniu pożywienia czy też chronienia się przed zagrożeniem nasze ciała korzystały z wrodzonej im zdolności do adaptacji sięgając po ukryte w nich siły. Współczesny człowiek nie musi tego robić. Jest rozleniwiony i rzadko kiedy podejmuje się wyzwań niewygody. Jedyny stres, z jakim się spotyka, to najczęściej przewlekłe napięcie powodujące chroniczny wyrzut hormonów stresu i rozregulowanie układu hormonalnego, co w dłuższej perspektywie prowadzi do rozregulowania układu immunologicznego i chorób autoimmunologicznych. Hof twierdzi, że świadoma praca z krótkotrwałym stresem środowiskowym, jakim jest ekspozycja na zimno, uczy nasz organizm właściwej reakcji na stres. Techniki oddechowe pogłębiają tę pracę i po jakimś czasie odkrywamy, że staliśmy się szczęśliwsi, mamy więcej energii, a nasze zdrowie nigdy wcześniej nie było lepsze.

WHM, czyli metoda i jej korzyści

Tak jak wcześniej pisałam, metoda Hofa obejmuje trzy elementy: specjalne techniki oddechowe, ćwiczenia fizyczne i kontakt z zimną wodą. Nie będę szczegółowo tutaj ich opisywać, ponieważ materiały są powszechnie dostępne (można na przykład wykupić 10-tygodniowy kurs WHM albo odszukać darmowe filmiki na YouTube) i każdy, kto ma ochotę spróbować, bez trudu je odnajdzie. Napiszę tylko kilka słów o korzyściach płynących z ich stosowania.

Dlaczego oddychanie jest tak ważne

Większość z nas nie przywiązuje najmniejszej wagi do sposobu, w jaki oddycha. A szkoda, bo już samo oddychanie może stać się wspaniałym narzędziem w procesie odzyskiwania zdrowia i radości życia. Jogini, adepci sztuki walki, szamani i osoby praktykujące medytację od setek lat wiedzieli, że oddychanie jest pomostem pomiędzy ciałem a umysłem i że dzięki świadomym technikom oddechowym możemy regulować nasze samopoczucie. W miarę jak zaczniemy obserwować proces oddychania zdamy sobie sprawę jak bardzo jest on powiązany z emocjami, a tym samym – jak ogromny ma wpływ na nasze samopoczucie. Nauka o oddechu nie jest już jakąś wiedzą ezoteryczną dostępną lewitującym mnichom, ale od jakiegoś czasu obiektem badań zachodniej medycyny i praktyką stosowaną przez psychoterapeutów i psychiatrów dominującego nurtu. Istnieją niezliczone badania opisujące wpływ oddechu na czynności fizjologiczne człowieka oraz jego stan emocjonalny.

Zgodnie z zapewnieniami Wima Hofa oraz praktyków jego metody ćwiczenia oddechowe stosowane w WHM zapewniają:

  • więcej energii
  • optymalizację pracy układu immunologicznego
  • zwiększoną koncentrację
  • lepsze skupienie
  • głębszy sen
  • poprawę krążenia krwi
  • szybszą regenerację
Zimne prysznice

Każdy z nas, kto miał odwagę, doświadczył orzeźwiającego działania zimnego prysznica. Ale nie każdy z nas wie, że za korzystnym działaniem zimnej wody na nasz organizm stoją liczne badania potwierdzające jej skuteczność naukowo. Okazuje się bowiem, że zderzenie z lodowatą wodą wywołuje w organizmie szereg reakcji, które mają zarówno krótko-, jak i długotrwałe działanie. Dla mnie, podobnie jak dla bohatera naszego artykułu, zimna woda okazała się niewiarygodnie skutecznym narzędziem do pracy z umysłem. Każdemu, kto nie wie, co mogę mieć na myśli, proponuję stanąć pod prysznicem z zamiarem odkręcenia niebieskiego kurka i obserwować, co się dzieje w jego głowie. Już sama intencja podobnego czynu może zdradzić o nas samych więcej, niż wizyta u psychoterapeuty. A jeszcze większym demaskatorem naszych słabości oraz wyzwolicielem naszej mocy okazuje się już bezpośrednie zderzenie z zimną wodą. Ale tego, tak jak wspomniałam, trzeba doświadczyć samemu. Poniżej, dla zachęty, wymienię inne korzyści ze spotkań z lodowatą wodą (czy to w formie pryszniców, które są najłatwiejszym wyzwaniem, czy może w postaci kąpieli w wannie z lodowatą wodą).

Zimne prysznice:

  • poprawiają krążenie oraz optymalizują zdrowie naszego serca
  • optymalizują pracę układu odpornościowego
  • zwiększają metabolizm
  • dodają energii
  • poprawiają koncentrację
  • zwiększają odporność na stres
  • ćwiczą silną wolę
  • poprawiają nastrój
  • zapewniają szybszą regenerację mięśni
  • przyspieszają metabolizm i sprzyjają szczupłej sylwetce
  • poprawiają wygląd skóry i włosów

Wszystkim, którzy są gotowi wziąć odpowiedzialność za swoje samopoczucie i swoje zdrowie polecamy zapoznać się z metodą Wima Hofa. Osobiście mogę zdradzić, że efekty są odczuwalne natychmiastowo – spod pierwszego zimnego prysznica wyszłam odczuwając niemalże euforyczną radość. Seria ćwiczeń oddechowych natomiast dodaje energii na cały dzień – nie przez przypadek metoda Hofa jest tak popularna wśród sportowców. A dla tych wszystkich, dla których książki i materiały on line to mało mam dobrą wiadomość – Wim Hof ma prężnie działający ośrodek nie gdzie indziej, a właśnie w Polsce (ze względu na idealne warunki) i co roku wspina się na Śnieżkę z grupą radosnych, roznegliżowanych uczestników tej niesamowitej przygody.

 

Bibliografia:

https://www.wimhofmethod.com/

http://highexistence.com/the-wim-hof-method-revealed-how-to-consciously-control-your-immune-system/

https://www.menshealth.com/trending-news/a19541634/scott-carney-wim-hof-interview/

Carney Scott, Co nas nie zabije, Galaktyka, 2017

 

Dlaczego lepiej nie brać antybiotyków i co robić zamiast

Są sytuacje, w których antybiotyki ratują życie. I aby tak pozostało musimy zrozumieć, że często sięgamy po nie niepotrzebnie. I takie właśnie przypadki użycia antybiotyków sprawiają, że stają się one coraz mniej skuteczne w walce z chorobotwórczymi bakteriami. Przewiduje się, że jeśli oporność na antybiotyki będzie dalej wzrastała w takim tempie niebawem staniemy się bezbronni wobec wielu, niegdyś niegroźnych, szczepów.

A tak w ogóle, to dlaczego bakterie są takie złe…?

bacteriaWygląda na to, że przez przypadek. Przypadek znany jako Pasteur (który, swoją drogą, pod koniec życia wycofał się ze swych postulatów, o czym medycyna zdaje się nie pamiętać). Medycyna akademicka zainspirowała się odkryciami Pasteura sprzed jego „nawrócenia” w związku z czym zdominowana jest przez bakteryjny model choroby. W pewnym sensie jest to przekonujący model. Kiedy to Pasteur powiązał obecność bakterii z symptomami chorobowymi (choć tak naprawdę nie on pierwszy to zrobił, a niejaki Markus Plenciz, doktor z Wiednia, cały wiek wcześniej) wielu już przestało się zastanawiać, czy aby na pewno obecność mikroorganizmów w miejscu zmian chorobowych świadczy, że to właśnie one są owych zmian przyczyną. No bo jak kwestionować coś, co wydaje się oczywiste – jeśli mamy stan zapalny, obrzęk, ból lub inne podobne dolegliwości, a w miejscu zmian namnożyła się jakaś bakteria, to przecież ewidentne wydaje się, że to właśnie ją należy za chorobę winić. Jednak bardzo wcześnie znaleźli się tacy, którzy ową logikę zakwestionowali. Zresztą już sam Pasteur miał to zrobić wypowiadając słowa: „The terrain is everything, the bacteria is nothing” (Teren jest wszystkim, bakterie są niczym). Naukowiec podkreślał znaczenie takich czynników jak dieta, wpływy środowiskowe czy nawet stan umysłu w rozwoju choroby zdając sobie sprawę, że bakterie nie są winowajcami. Jak mogłoby być inaczej skoro człowiek jest domem dla miliardów mikroorganizmów, które w stanie zdrowia żyją w harmonii i przyczyniają się do ogólnej homeostazy? Tak więc musi być jakiś inny czynnik wywołujący choroby, bo jeśli byłoby inaczej jak wyjaśnić, że tysiące ludzi są nosicielami groźnego przecież gronkowca, a mimo to nie chorują? Jak to możliwe w świetle teorii, że to bakterie wywołują choroby? Znane są również pewne słynne eksperymenty przeprowadzane dla obalenia tej teorii. Mniej więcej w tym samym czasie, na początku XX wieku, lekarz Max von Pettenkofer w Bawarii oraz rosyjski mikrobiolog Ilja Miecznikow w Rosji (oraz garść ich współpracowników) wypili koktajl zawierający w sobie bakterie cholery. Żaden z nich nie rozwinął symptomów chorobowych, niektórych jedynie dotknęła lekka biegunka. Także pomimo obecności licznych bakterii w kale żaden z nich nie zachorował na cholerę. Miecznikow zresztą za obserwacje zjawiska fagocytozy, jej opis i tezę, że to właśnie ona odgrywa kluczową rolę w odporności został uhonorowany nagrodą Nobla.

Czy te wszystkie dowody nie skłaniają nas do zakwestionowania tak popularnego modelu obarczającego bakterie winą za chorobę? Czy pomimo promowanego przez medycynę akademicką modelu walki z symptomami choroby nie lepiej zastanowić się skąd owe symptomy się wzięły i zacząć koncentrować się na zdrowiu wspierając swój organizm? Często bowiem bywa tak, że maskując symptomy preparatami posiadającymi różnorakie skutki uboczne nie tylko nie pozbywamy się ich, ale doprowadzamy nasze ciała do stanu jeszcze większego chaosu i nabawiamy się kolejnych.

Czy antybiotyki rzeczywiście leczą?

abxTo prawda, że antybiotyki uratowały wiele istnień ludzkich. Nie jest jednak tak, jakoby to one spowodowały spadek zachorowań na choroby zakaźne, bowiem, jak twierdzi epidemiolog R.R. Porter, blisko 90 % spadek ilości zgonów w okresie wprowadzenia antybiotyków miał miejsce jeszcze przed tym zdarzeniem. A przyczynił się do niego lepszy standard życia, większa dbałość o higienę oraz zharmonizowane stosunki pomiędzy niektórymi mikroorganizmami a człowiekiem-gospodarzem. Jako przykład dr Thomas McKeown, lekarz i wykładowca na Uniwersytecie w Brimingham w Anglii, podał gruźlicę. Otóż zanim jeszcze wprowadzono streptomycynę śmiertelność w wyniku tej choroby drastycznie spadła. Zastosowanie samego antybiotyku zmniejszyło ją o zaledwie 3 %. Inne wyniki wskazują, że spadek śmiertelności z powodu chorób zakaźnych nie ma nic wspólnego ze zdarzeniem powiązania bakterii jako przyczyny chorób przez nie przenoszonych.

Zagrożenia

Ponieważ fakty pokazują, że w bardzo wielu przypadkach nie powinniśmy stosować antybiotyków walcząc z czymś, co jest jedynie objawem zaburzeń w naszym organizmie, a raczej skupić się na powrocie do zdrowia, warto zdawać sobie sprawę jakie skutki uboczne niesie ze sobą zażywanie antybiotyków. Już kilkudniowe leczenie pozostawia ślady na naszym organizmie, nie wspominając nawet o modnych ostatnio terapiach wielomiesięcznego stosowania antybiotyków.

Z najważniejszych zagrożeń wymieńmy:

  • zniszczenie przyjaznej flory bakteryjnej

Ludzkie ciało jest domem dla miliardów bakterii, które w stanie równowagi żyją ze sobą w symbiozie i pełnią bardzo ważne funkcje, broniąc nas, między innymi, przed zagrażającymi życiu patogenami. Antbiotykoterapia zabija naszą florę bakteryjną zaburzając harmonię pomiędzy mikroorganizmami i torując drogę patogenom.

  • wytworzenie szczepów opornych na antybiotyki

Działanie antybiotyków polega na zaburzaniu metabolizmu lub cyklu rozwojowego bakterii. Ponieważ jednak bakterie rozmnażają się bardzo szybko, są w stanie zaadaptować się do nowych warunków i wytworzyć takie mechanizmy ochronne, które, mimo wszystko, pozwolą im przeżyć. Co ciekawe, antybiotyki zwykle niszczą te słabsze bakterie gdy tymczasem te silniejsze stają się jeszcze mądrzejsze wyszukując coraz to nowsze sposoby, by stawiać opór antybiotykom. W związku z tym bardzo często osoby, które przyjmują kilkakrotnie ten sam antybiotyk po jakimś czasie mają jeszcze więcej tych bakterii, które próbowały wyeliminować.

  • problemy z grzybicą

Jeśli zabijemy naszą przyjazną florę bakteryjną pozostaje nisza, którą bardzo szybko zajmują grzyby. Przerost Candidy bardzo szybko daje o sobie znać problemami gastrycznymi, najczęściej biegunką. Najczęściej problem pozostaje z nami już po zakończonej antybiotykoterapii.

  • zespół przewlekłego zmęczenia (ang. chronic Fatigue Syndrome, CFS)

W 1989 i 1990 roku doktor Carol Jessop, naukowiec i wykładowca z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco opublikowała badanie dotyczące osób z CFS. Okazało się, że 80 % chorych informowała o powtarzających się seriach antybiotykoterapii. Inni badacze po nim doszli do analogicznych wniosków – przyjmowanie antybiotyków często prowadzi do powstania tej dolegliwości objawiającej się uporczywym zmęczeniem, depresją, problemami z pamięcią i koncentracją, wahaniami nastroju czy bezsennością

  • supresja układu odpornościowego

Antybiotyki osłabiają działanie układu odpornościowego głównie poprzez modulację działania białych ciałek krwi. Ponadto badania pokazują, że antybiotyki zwiększają prawdopodobieństwo nawracających infekcji. Te wszystkie obserwacje zdają się sugerować, że antybiotyki osłabiają zdolności organizmu do walki z infekcjami. W przypadkach, gdy antybiotyki nie są podane, organizm najczęściej wytwarza odpowiednią odpowiedź immunologiczną zwalczając patogeny oraz chroniąc przed nawrotem zakażenia.

  • Alergie pokarmowe

Ponieważ antybiotyki niszczą jelita oraz przyjazną florę bakteryjną często prowadzą do powstania alergii i nietolerancji pokarmowych.

  • niedobór witamin i minerałów

Antybiotyki obniżają wchłanianie substancji odżywczych i powodują ich niedobór. Co ciekawe, często jest to niedobór tych składników, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania układu odpornościowego.

Oporność w ekosystemie

earthInnym problemem związanym z nadużywaniem antybiotyków jest przenoszenie oporności w całym ekosystemie. Oporność bakterii na antybiotyki nie ogranicza się jedynie do ludzi i zwierząt. Jak słusznie zauważa Stephen Buhner w jednej ze swoich książek dużym sprzymierzeńcem w pogłębianiu tego problemu jest przedostawanie się antybiotyków do wód. Ponieważ bakterie w wodzie mają idealne warunki do rozmnażania się sprzyja to przekazywaniu cech oporności w całym środowisku. Dotyczy to zarówno sytuacji, gdy antybiotyki podaje się rybom, jak i tych, gdy bogate w te farmaceutyki ścieki z fabryk czy domostw trafiają do rzek, jezior czy na pola uprawne lub pastwiska.

Problem ten nasila masowe stosowanie antybiotyków przez rolników (proceder stosowany powszechnie w Stanach Zjednoczonyc, zdaje się, że w Europie takie używanie antybiotyków jest, na szczęście, zabronione). W dzisiejszych czasach rośliny oraz gleba są nieustannie poddawane działaniu tych chemicznych substancji, nie tylko poprzez kontakt z zanieczyszczoną wodą. Uprawy często spryskiwane są antybiotykami bezpośrednio, co dotyka nie tylko drzewa owocowe, ale również samą glebę niszcząc jej integralność i zdrowie. Inne praktyki rolnicze takie jak najróżniejsze opryski przeciw różnym chorobom, chemiczne eliminowanie chwastów oraz zanieczyszczenia przemysłowe również przyczyniają się do zwiększenia oporności patogenów w glebie. Tak ogromna ilość substancji bakteriobójczych obecnych w środowisku wpływa destrukcyjnie na wszystkie organizmy żywe, a w związku z tym na całą Ziemię. Współczesna medycyna oraz nauka w pogoni za efektywnością traci z oczu szerszy obraz. Ani człowieka, ani środowiska nie można traktować redukcjonistycznie, niczym maszyny z wymiennymi częściami. Życie na naszej planecie jest ze sobą ściśle powiązane i zależne od siebie. Niszcząc jedno ogniwo, niszczymy inne. Uderzając w naturę, uderzamy w siebie samych. Einstein podobno miał powiedzieć, że gdy wyginą pszczoły, człowiekowi pozostaną jedynie cztery lata. Czy to proroctwo się spełni, i to wkrótce?

Sojusz z bakteriami

Jak się okazuje, obraliśmy sobie za wroga naszego sprzymierzeńca. Jak pisze Stephen Buhner bakterie były najmniejszymi formami życia, które wyewoluowały w bardziej złożone, wielokomórkowe organizmy, w tym człowieka. Bakterie nie są zarazkami (ang. germ), ale zalążkami życia (germinator). Wypowiadając im wojnę walczymy jednocześnie z żyjącym fundamentem natury i każdą formą życia. Bakterie, które zasiedlają się w ciele noworodka (przebywającym wcześniej w sterylnych warunkach płodowych) od zawsze żyły w koewolucyjnej symbiotycznej zależności z człowiekiem i stanowią nieodłączny element rozwojowy naszego gatunku. I tak naprawdę tworzą pierwszą linię obrony układu odpornościowego. Bakterie żyjące z nami w relacji symbiotycznej wytwarzają specjalne substancje zabijające zagrażające nam patogeny (na przykład pewien rodzaj zasiedlających nasze gardło bakterii streptoccocus produkuje substancje aktywne przeciwko Streptococcus pyogens powodującym ból gardła). Całość bakterii życjących w naszym ciele tworzy harmonijnie współdziałający mikrobiom. Gdy przyjdzie nam wybrać, czy sięgnąć po antybiotyki, czy nie, zastanówmy się, czy chcemy ten mikrobiom zaburzać? 

Bez bakterii nie ma życia

ecoChoroba nie jest inwazją bakterii na nasz organizm. Te mikroorganizmy, z którymi od milionów lat żyliśmy w symbiozie, pomagały nam i chroniły przed szkodliwymi dla nas substancjami i bytami. Choroba jest zaburzeniem równowagi w organizmie i w związku z tą nierównowagą często towarzyszy jej zakażenie oportunistyczne. Dlatego powinniśmy zająć się leżącym u podłoża brakiem odporności i przede wszystkim skupić się na wspieraniu zdrowia, a nie na walce z chorobą. Powinniśmy to zrobić nie tylko dla siebie, ale dla całej naszej planety i dla kolejnych pokoleń. Walka naszej medycyny z chorobami nie zaowocowała ich brakiem. Wręcz przeciwnie. Niezrozumienie istoty życia doprowadziło nas do stworzenia chaotycznego ekosystemu i bakterii bardziej wirulentnych niż kiedykolwiek wcześniej. Coraz więcej osób przestaje mieć zaufanie do „sztuki lekarskiej” , która zrodziła się stosunkowo niedawno, i sięga do dawnych tradycji, takich jak na przykład zielarstwo, które wspiera życie jako całość i nie narusza harmonii i mądrości panujących w naturze. Dlatego wszystkich stojących przed wyborem – antybiotyki czy nie (zwłaszcza w przypadku leczenia przewlekłych schorzeń, takich jak borelioza, gdzie wymagana jest wielomiesięczna terapia) – zachęcamy do rozważenia innych metod leczenia. Polecamy naturalne substancje, takie jak zioła, które w przypadku osłabienia odporności są w stanie radzić sobie z bakteriami o wiele lepiej, niż antybiotyki (zainteresowanych odsyłamy do książek Buhnera). A z innych metod – może specjalne techniki oddechowe połączone z odpowiednimi ćwiczeniami i ekspozycją na zimno opracowane przez Wima Hofa (znanego jako Ice Man). Polecamy tę ostatnią, częściowo sprawdzoną, rezultaty zaskakujące 🙂 Ale więcej o tej metodzie w kolejnym poście.

 

Bibliografia:

Stephen Harrod Buhner, The lost language of Plants

Michael Schmidt, Lendon H. Smith, Keith W. Sehnert, Beyond Antibiotics: 50 (or so) ways to boost immunity and avoid antibiotics

Sok z brzozy i jego prozdrowotne właściwości

Właśnie teraz, gdy pierwsze, żywsze promienie słońca oznajmiają nam o nieodwołalnym nadejściu wiosny, nie jest jeszcze za późno na pozyskiwanie znanego od setek lat w medycynie ludowej soku z brzozy. Ten płynący w brzozie życiodajny płyn zwany jest również bzowiną lub oskołą. Zbiera się go w okresie wczesnowiosennym i tradycyjnie wykorzystywany był właśnie w tym czasie dla oczyszczenia i wzmocnienia organizmu po drenującym nas z sił witalnych okresie zimowym.

Właściwości

Zgodnie z przekbrzozaonaniami medycyny ludowej sok z brzozy ma właściwości antynowotworowe, łagodzi chorobę wrzodową i bóle reumatyczne. Sok ten zawiera aminokwasy, witaminy, cukry proste, sole mineralne, fenolokwasy i terpeny. Poza tym jest bogaty w triozy, pentozy i heksozy, które błyskawicznie wnikają do komórek i mogą być przez nie wykorzystywane jako materiał energetyczny i budulcowy. Działa wzmacniająco i regenerująco na układ odpornościowy. Ma właściwości oczyszczające wspomagając usuwanie zbędnych metabolitów oraz ksenobiotyków. Stymuluje filtrowanie w przewodach moczowych przyspieszając wydalanie moczu oraz zapobiegając tworzenie kamieni nerkowych. Sprzyja prawidłowej pracy jelit dzięki zawartej w nim ksylozie, która przyspiesza pasaż treści pokarmowej. Ponadto za sprawą obecnych w nim cukrów prostych jest doskonałym prebiotykiem promując rozwój korzystnej flory bakteryjnej. Działa korzystnie również u osób cierpiących na wrzody lub nieżyt żołądka. Dodatkowo dzięki dużej zawartości soli mineralnych sok z brzozy jest doskonałym źródłem biopierwiastków i sprawdza się jako napój izotoniczny i energetyzujący.

Warto też wspomnieć o zewnętrznym zastosowaniu soku. Tradycyjnie wykorzystywano go do pielęgnacji włosów i skóry. Zawarte w nim związki są łatwo przyswajalne przez skórę. Doskonale sprawdzają się również okłady na oczy – likwidują zmęczenie oczu, stany zapalne, cienie i worki pod oczami.

Pozyskiwanie

Sok z brzozy pozyskuje się nawiercając niewielki otwór w pniu drzewa. Nadający się do tego okaz musi mieć minimum dziesięć lat. Z doświadczenia wiem też, że czasem zbyt gruba kora utrudnia procedurę nawiercania w związku z czym lepiej wybrać egzemplarz z mniej okazałą korą. Otwór powinien znajdować się na wysokości około 50 cm nad ziemią. W nawierceniu umieszczamy plastikową rurkę (można najpierw włożyć metalową, którą da się umieścić bardziej stabilnie niż plastikową zmniejszając ryzyko wypadnięcia, i dopiero na tę naciągnąć rurkę plastikową), a jej drugi koniec wkładamy do położonej na ziemi butelki. W ciągu doby uzyskujemy około 1-2 litry soku, który można przechowywać w lodówce do 4 dni.

Sok z brzozy jest przezroczysty i lekko słodkawy w smaku. Możemy się nim cieszyć aż do pojawienia się listków. Gdy bowiem liście zaczynają rozkwitać na gałęziach, sok staje się nieco mętny i jest to znak, że na nastęĻną porcję tego prozdrowotnego napoju musimy poczekać do kolejnej wiosny.

Otwór wykonany w drzewie nie stanowi żadnego zagrożenia dla jego żywotności. Jednak po zakończeniu możemy posmarować go specjalną maścią ogrodniczą do leczenia uszkodzeń drzew.

Jeśli wszystkie powyższe argumenty Was przekonały to proponujemy pospieszyć się – sok z brzozy leci już od kilku dni i szkoda tracić kolejne!

Bibliografia:

Medycyna dawna i współczesna, dr Henryk Różański, Sok z brzozy – Succus Betulae

 

Tlenoterapia hiperbaryczna w walce z osteoporozą

Wiele przeprowadzonych do tej pory badań pokazało, że tlenoterapia hiperbaryczna posiada zdolność osteoreaktywowania uśpionych komórek osteogennych. Jest to niezwykle cenne w przypadku regeneracji złamań oraz u osób z postępującą osteoporozą.

W jednym z badań 20 kobiet w wieku 38-73 lata cierpiących na osteoporozę poddano działaniu tlenoterapii hiperbarycznej. Pacjentki odbyły 15 godzinnych sesji w komorze, 5 sesji tygodniowo, następnie powtórzono 15 sesji tym razem 3 sesje w tygodniu. Wyniki BMD (gęstość mineralna kości) okazały się wyższe o 18,5 % niż przed zabiegami. 19 z 20 pacjentek donosiło o zmniejszeniu skurczów lędźwiowych. 17 z 20 pacjentek odnotowało zmniejszenie bólu. 15 z 20 pacjentek zaobserwowało zwiększoną mobilność w odcinku lędźwiowym kręgosłupa.

Okazuje się, że ze względu na wszechstronne działanie tlenoterapia hiperbaryczna może być z powodzeniem stosowana u osób z osteoporozą.

Bibliografia:

Applications of low pressure hyperbaric chamber oxygen theraapy in osteoporosis, Khodor Haidar Hassan Department of Physical Therapy, Faculty of Public Health, Section I, Lebanese University, Hadath, Lebanon Gian Marco Oppo Nautilus Hyperbaric Center, Prosperus Institute, Florence, Italy, Giuliana Roselli Department of Radiology, Azienda OspedalieraUniversitaria Careggi, Florence, Italy, Edwin Parra Prada Istituto di Reumatologia, Medicity, Colombia, Mahmoud Mohamad El Homsi Department of Biology and Bioinformatics, Faculty of Sciences I, Lebenese University, Hadath, Lebanon Fadel Nahle Private Medical Lab in Beyrouth, Lebanon, Federica di Naro Azienda ospedaliera universitaria Policlinoco Paolo Giaccone, Palermo, Itlay, Diego di Benedetto, Giulia Biccheierai, Jacopo Nori Diagnostic Senology Unit AOU Careggi, Florence, Italy

https://www.researchgate.net/publication/318110863_APPLICATIONS_OF_LOW_PRESSURE_HYPERBARIC_CHAMBER_OXYGEN_THERAPY_IN_OSTEOPOROSIS

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/23162969

Probiotyki w formie zarodników i ich nieocenione właściwości

bacteriaWiększość z nas zapewne zdaje sobie sprawę, że nasze ciało stanowi dom dla milionów mikroorganizmów, które wspólnie tworzą coś, co nazywa się mikrobiomem. Ów mikrobiom stanowi zróżnicowaną społeczność bakterii, których liczba znacznie przekracza liczbę wszystkich komórek naszego organizmu. Okazuje się, że zamieszkująca nas mikroflora przyczynia się, jeśli nie decyduje, o ogólnym stanie zdrowia naszego organizmu i jego podatności na różnorakie schorzenia, nie tylko jelitowe, choć to właśnie w jelitach bytuje największa społeczność mikrobiotyczna. Dlatego każdy z nas powinien dbać o zdrowie swoich jelit. Wiele osób wspiera je zażywając popularne probiotyki. Ale okazuje się, że jest coś skuteczniejszego w odbudowie zdrowego mikrobiomu jelit. Mowa o sporebiotics, czyli probiotykach w formie zarodników.

Artykuł o probiotykac zarodnikowych jest inspirowany i w dużej mierze stanowi tłumaczenie wywiadu dr Josepha Mercoli z Dr Dietrichem Klinghardtem, założycielem Sophia Health Institute, który zajmuje się leczeniem dzieci z autyzmem, osób z ciężkimi przypadkami chorób neurologicznych oraz cierpiących na boreliozę.

Czym są sporebiotics?

Probiotyki zarodnikowe stanowią ścianę komórkową zarodników mikroorganizmu zwanego bacillus subtilis. Historia tego produktu jest dość odległa, bo eksperymenty z bacillusem dla uzyskania preparatów leczniczych prowadził już niemiecki mikrobiolog, Gunther Enderlein, w 1935 roku. W przeciwieństwie do klasycznych probiotyków sporebiotics nie zawierają żadnych żywych szczepów bakterii. Jest to ich niezaprzeczalnym atutem, ponieważ mogą przetrwać niekorzystne dla probiotyków warunki w naszym żołądku (kwas solny). Okazuje się, że jedynie niewielki odsetek bakterii podanych w formie probiotyku dociera do jelita cienkiego, gdzie może się namnażać. Inną korzyścią jest to, że zarodniki nie są wrażliwe na bakteriobójcze działanie antybiotyków, dlatego możemy zażywać je w czasie antybiotykoterapii.

Korzyści

intestines-1468807_960_720Wygląda na to, że dzięki swym niecodziennym właściwościom sporebiotics mogą stanowić ratunek nie tylko dla osób cierpiących na nietolerancje pokarmowe i schorzenia jelitowe, ale również w przypadku chorych na autyzm, schorzenia neurologiczne o charakterze degeneracyjnym czy dolegliwości o podłożu immunologicznym. Pomagają zarówno w przypadku niedoborów odporności, jak i u osób z chorobami autoimmunologicznymi. Sprzyjają wytwarzaniu enzymów trawiennych, zwłaszcza proteazy, oraz produkują silny enzym proteolityczny, nattokinazę. Produkują również ważne witaminy, takie jak witaminy z grupy B czy witamina K2. Ponadto probiotyki zarodnikowe mogą zwiększać odporność naszego organizmu na czynniki stresogenne, takie jak smog elektromagnetyczny, pestycydy czy inne toksyny, z którymi mamy styczność na co dzień. 

Jak działają

Zarodniki bacillusa z łatwością zasiedlają nasze jelita, ponieważ stanowią naturalny element naszej flory. Okazuje się, że znakomicie sprawdzają się w leczeniu bariery jelitowej, czyli tzw. nieszczelnych jelit. Ponadto spełniają ważną rolę w układzie odpornościowym i mogą zwiększać tolerancję na pewne pokarmy oraz zwiększać przyswajanie składników odżywczych.

Jak tłumaczy dr Klinghardt:

„To wspaniały krok w leczeniu ponieważ próbowaliśmy już tylu innych rzeczy, które się nie sprawdziły, między innymi glutaminy i najróżniejszych probiotyków. Nie było po nich żadnej różnicy. Tymczasem bacillus robi piękne rzeczy. Badania pokazują, że zwiększa IgA, ochronną immunoglobulinę w jelitach. Fantastycznym efektem bacillusa jest to, że zwiększa wrodzoną odporność, Th1, odporność komórkową. Bardzo powszechną dolegliwością są obecnie alergie, a u ich podłoża leży właśnie rozregulowany system odporności i przewaga układu Th2. (…) Okazuje się, że bacillus jest w stanie tę nierównowagę odwrócić. Przywraca odpowiedź Th1. Zaobserwowaliśmy wspaniałe rezultaty ich stosowania u dzieci autystycznych”.

Wyjątkowość

Dr Klinghard bazując na swym doświadczeniu twierdzi, że probiotyki w formie zarodników są w stanie w pełni wyleczyć dysfunkcje śluzówki jelita i powiązane z nią problemy. Badania pokazują również, że zarodniki znacząco zwiększają namnażanie się szczepów Acidophillus, bifidus i innych bakterii jelitowych. Jest to dość nietypowe, ponieważ bakterie probiotyczne zwykle dbają o namnażanie ich własnego szczepu jedynie. Tymczasem zarodniki bacillusa pomagają namnażać się wielu probiotycznym bakteriom. Wytwarzają również silne substancje przeciwbakteryjne skierowane przeciwko niekorzystnej florze.

Jak mówi Klinghardt:

„Myślę, że ważne jest żeby ludzie wiedzieli, że stara idea jakoby istniały złe i dobre bakterie nie jest prawdziwa. Dziś wiemy, że te złe bakterie stają się dobrymi w momencie, kiedy zostaną zintegrowane z resztą mikrobiomu i w momencie, kiedy zaczynamy karmić je pożywieniem, które sprawia, że zachowują się właściwie. (…) Każde pożywienie, które spożywasz jest probiotykiem. Ono odżywia albo symbiotyczne mikroorganizmy, albo patogenne, albo (i to jest ważniejsze) sprawia, że symbiotyczne mikroorganizmy stają się patogenami szkodzącymi naszemu organizmowi, podczas gdy właściwe pożywienie może zmienić patogeny w organizmy symbiotyczne.

Wiem, że ten obszar nie został właściwie przebadany ani nie jest rozumiany, ale tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak patogen. Patogen powstaje, gdy karmimy go nieodpowiednio, gdy drażnimy go falami elektromagnetycznymi. Kilka lat temu robiłem badania, które pokazały, że grzyby, które bytują naturalnie w jelitach, które mogą przyczyniać się do naszego zdrowia, mogą stać się wysoce szkodliwe pod wpływem mikrofal”.

Bacillus działa modulująco na cytokiny – zwiększa ilość cytokin przeciwzapalnych, zmniejsza ilość cytokin prozapalnych przywracając równowagę pomiędzy nimi. Jest to bardzo ważne w czasach, gdy ta równowaga jest na każdym kroku zaburzana przez niekorzystny wpływ promieniowania elektromagnetycznego oraz żywność skażoną glifosatem i atrazyną.

Klingahrdt wspomina niedawne badanie Luca Montagnera (odkrywcy wirusa HIV), który zajmował się badaniem komunikacji pomiędzy mikrobami oraz pomiędzy mikrobami a układem odpornościowym. Okazuje się, że mikroorganizmy do komunikacji używają sygnałów elektromagnetycznych. Sygnały chemiczne są drugorzędne. Jak mówi lekarz:

„Jeden mikrob wysyła spektrum częstotliwości, inny natomiast odpowiada wysyłając ten sam wzorzec częstotliwości. Te dwie częstotliwości doskonale siebie odzwierciedlają. I w ten sposób zerują się. Gdy pojawia się nowy mikrob, nie ma w jelitach innego, który mógłby wyzerować jego częstotliwość. I tak właśnie układ immunologiczny rozpoznaje obcego mikroba wystosowując nadmierną odpowiedź w jego kierunku.”

I właśnie ta nadmierna odpowiedź jest przyczyną stanów zapalnych, które odczuwamy jako różnorakie objawy chorobowe. Montagnier w trakcie prowadzonych badań zauważył, że to właśnie zaburzenia komunikacji na poziomie elektromagnetycznym mogą wywołać każdą niemalże dysfunkcję. Dlatego Klinghardt podkreśla, jak ważna jest minimalizacja ekspozycji na fale elektromagnetyczne, które trwale niszczą i zaburzają funkcjonowanie naszego mikrobiomu.

Borelioza

anatomy-160524_960_720Dr Klinghardt zajmuje się również holistycznym leczeniem boreliozy. Specjalista zauważa, że większość pacjentów zgłaszających się do niego z różnymi problemami, często o podłożu neurologicznym, cierpi na chroniczną infekcję, czy to boreliozę, czy tzw. koinfekcję (chlamydia, bartonella, mycoplasma). Jego opinia na temat leczenia przewlekłych infekcji jest dość ciekawa. Dr Klinghardt twierdzi bowiem, że:

„W przypadku chronicznych infekcji symptomy są spowodowane nie tyle samą obecnością bakterii, co reakcją naszego układu immunologicznego na nie. Problemem jest zatem albo reakcja układu odpornościowego, albo brak symbiotycznej tolerancji immunologicznej wobec bakterii. Podając probiotyki zarodnikowe modulujemy ten właśnie aspekt dysharmonii. A dlaczego widzimy takie nasilenie tych chronicznych infekcji właśnie teraz? Ważnym czynnikiem jest promieniowanie elektromagnetyczne. Ono jednocześnie działa hamująco na układ odpornościowy oraz prozapalnie. Kolejnym elementem jest nasze środowisko pełne toksyn. To właśnie te dwa czynniki rozstroiły nasz układ odpornościowy w taki sposób, że nie jest on już w stanie kontrolować ani eliminować bakterii, które nie są zintegrowane z naszym zdrowym mikrobiomem.

Dzięki zażywaniu sporebiotics, zwiększaniu tolerancji układu odpornościowego nasz układ immunologiczny przestaje atakować te mikroorganizmy i zaczyna normalnie pracować. A gdy one przestają być atakowane, zaczynają zachowywać się w sposób symbiotyczny.

Patogen próbuje stać się elementem większej społeczności pozostałych mikroorganizmów, a sporebiotics jest takim właśnie magicznym lekiem, który może sprawić, że ludzie odzyskają utraconą tolerancję. Szczerze mówiąc, dzięki takiemu probiotykowi, możemy zarzucić podawanie 50 innych suplementów, które nasi biedni pacjenci musieli zażywać codziennie.”

Wygląda na to, że ta przełomowa forma probiotyków nie jest jeszcze dostępna na polskim rynku. Ale jest już spory wybór preparatów ze sporebiotics dostępnych za granicą. Wszystkim zmagającym się z problemami chorób chronicznych proponujemy rozważyć tę opcję wsparcia organizmu.

Bibliografia:

http://www.wakingtimes.com/2017/10/11/sporebiotics-best-probiotics-fight-chronic-illness-boost-immune-tolerance/

https://articles.mercola.com/sites/articles/archive/2017/10/08/sporebiotics.aspx

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC127533/

Sauna infrared, czyli jak połączyć przyjemne z pożytecznym

saunaJakieś dwa tygodnie temu, po dłuższym okresie zapomnienia, spojrzałam łaskawym okiem na moją saunę na podczerwień. Przyszło mi do głowy, że może stać się doskonałym remedium na ten zimny, mokry i generalnie przygnębiający okres roku. Od tych dwóch tygodni seans stał się rutynowym elementem mojego wieczoru – gdy po pierwszym wyszłam z sauny radosna, odprężona i lżejsza postanowiłam, że z pewnością nie zapomnę o niej już na tak długo. Sauna infrared jest według mnie tym rodzajem sauny, który daje nam najwięcej korzyści, działając nie tyle prozdrowotnie, co wręcz leczniczo, pozostając jednocześnie przyjemniejszym ze względu na niższą temperaturę powietrza. Jest takie fińskie przysłowie: „If tar, vodka or the sauan won’t help, then the disease is fatal” (Jeśli ani tar, ani wódka, ani sauna nie pomagają oznacza to, że choroba jest śmiertelna, gdzie tar oznacza tutaj substancję antyseptyczną pozyskiwaną z sosny). I muszę przyznać, że – jak każe chyba przysłowie – niesie ze sobą przynajmniej ziarnko prawdy.

Historia saun

Native_Americans_house_the_traditional_sweatlodgeSauny mają swoją bogatą historię, która sięga odległych dziejów. W wielu społecznościach już w zamierzchłych czasach wykorzystywano zabiegi w saunie, czy to w celach prozdrowotnych, leczniczych czy nawet rytualnych. Na przestrzeni wieków sauny używano w różnych celach – przy okazji ceremonii religijnych, dla oczyszczania ciała, leczenie chorób czy relaksacji. Pokrewny saunie i wykorzystujący tę samą metodę pocenia się jest szałas potów, stosowany przez dawnych i współczesnych szamanów dla oczyszczania nie tylko ciała, ale również umysłu i duszy, towarzyszący niemalże każdej ceremonii uzdrawiania. Z pewnością to nie przypadek, że tak wiele społeczności rozsianych po całej ziemi zaczęło wykorzystywać leczniczą moc gorąca – przegrzanie organizmu niesie ze sobą wiele korzyści, które obecnie potwierdzają liczne badania naukowe.

Czym jest sauna infrared

bath-1317997_960_720Sauna infrared, czyli sauna na podczerwień, do ogrzewania ciała wykorzystuje promienie podczerwone wytwarzane za pomocą specjalnych promienników (np. mat węglowych) rozgrzewających nie tyle wnętrze sauny, co przede wszystkim penetrujących nasze ciało na głębokość kilku centymetrów i ogrzewających je od wewnątrz. Promieniowanie podczerwone bowiem jest taką formą energii, która nagrzewa przedmioty bezpośrednio przez konwersję, bez potrzeby nagrzania powietrza pomiędzy owym przedmiotem a źródłem ciepła. Taki mechanizm zapewnia optymalne pocenie się organizmu przy wyjątkowo korzystnych warunkach zewnętrznych – temperatura w saunie pozostaje na przyjemnym dla użytkownika poziomie ok. 60 st. Celsjusza. Jest to niezaprzeczalny atut dla osób, które mają problemy z przebywaniem w bardzo gorących saunach tradycyjnych – promienie podczerwone gwarantują równomierne ogrzanie mięśni zaś umiarkowany gorąc wnętrza nie obciąża nadmiernie ani układu oddechowego, ani serca. W związku z tym zabieg w saunie na podczerwień trwa dłużej niż w tradycyjnej saunie – najczęściej ok. 40 minut.

Dlaczego warto się pocić?

Nasza skóra jest największym organem, a znajdujące się na niej gruczoły potowe mają zapewnić oczyszczenie poprzez pozbycie się toksyn gromadzonych w komórkach. Rozgrzewanie ciała i towarzyszące temu pocenie się mają niezaprzeczalny korzystny wpływ na nasze serce, skórę i mózg oraz wspomagają usuwanie metali ciężkich i toksyn. Pocenie się jest naturalnym i niezbędnym mechanizmem, w który wyposażyła nas natura. W czasach, kiedy na co dzień najczęściej robimy wszystko, żeby proces pocenia się zahamować lub ograniczyć, warto znaleźć taki czas, kiedy to pozwolimy naszej skórze pocić się swobodnie – czy to w trakcie ćwiczeń, czy właśnie podczas wizyty w saunie. A z najważniejszych korzyści pocenia się należy wymienić, poza wspomnianym już usuwaniem toksyn, następujące: 

  1. wspomaga krążenie krwi
  2. oczyszcza pory skóry eliminując wypryski i zaskórniki
  3. redukuje poziom stresu
  4. wzmacnia system immunologiczny
  5. zmniejsza ciśnienie krwi
  6. przyspiesza metabolizm powodując zwiększenie ilości spalanych kalorii
  7. wspomaga relaks mięśni

A wszystkie te korzyści wzmacniają ogólny stan zdrowia. Jeśli regularnie nie wypacamy toksyn, zwiększamy ich ilość w organizmie obciążając go niepotrzebnie. Regularne korzystanie z sauny przywraca naturalne zdolności naszego organizmu do pocenia się i eliminowania niekorzystnych produktów przemiany materii w ten właśnie sposób.

Redukcja bólu

Sauna jest efektywną i szybko działającą metodą przeciwbólową. W jednym z badań niewielka grupa 13 kobiet cierpiących na fibromialgię korzystała z zabiegów w saunie infrared. Już po pierwszym wszystkie odczuły zmniejszenie bólu o połowę, natomiast po 10 sesjach efekt się ustabilizował – wszystkie pacjentki donosiły o zmniejszeniu parametrów bólowych. W innym z badań 46 pacjentów, których hospitalizowano z powodu chronicznego bólu podzielono na dwie grupy. 24 brało udział w protokole (terapia kognitywno behawioralna, rehabilitacja oraz ćwiczenia) bez dodatkowej sauny podczas gdy 22 osoby podjęły ten sam program korzystając dodatkowo z sauny infrared (15 min., 60 st. Celsjusza, 5 dni w tygodniu przez 4 tygodnie). Po ukończeniu badania okazało się, że ból w grupie z sauną był słabszy. Obserwacja prowadzona przez kolejne dwa lata potwierdziła, że 77 % osób z grupy z sauną mogło powrócić do pracy w porównaniu z 50 % z grupy bez sauny.

Badania pokazują również, że sauna pomaga w łagodzeniu symptomów reumatoidalnego zapalenia stawów oraz zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa.

Korzyści dla serca

heart-rate-ekg-ecg-heart-beatSauna okazuje się być skuteczną formą leczenia różnorakich dolegliwości sercowych. Zgodnie z badaniami skorzystanie z sauny raz na dwa tygodnie wystarcza, by uzyskać zmniejszenie ciśnienia w przypadku jego podwyższenia (w jednym z badań u 46 mężczyzn z nadciśnieniem, którzy korzystali z sauny raz na dwa tygodnie, ciśnienie ze średniego 166/101 mmHg zmniejszyło się do 143/92 mmHg). Okazało się również, że osoby korzystające z sauny miały w moczu niższy poziom 8-epi-PGF2-alpha, co świadczy o mniejszym stresie oksydacyjnym.

Inne badanie obrazuje wpływ sauny na osoby z nadciśnieniem i nadwagą. Osoby w nim uczestniczące wykonywały ćwiczenia kardio przez 15 min. po czym przez 30 min. korzystały z sauny infrared, lub tylko ćwiczyły przez 15 min. (grupa kontrolna) 3 razy w tygodniu przez 8 tygodni. Osoby w grupie z sauną zrzuciły 1.8 razy więcej wagi i 4.6 razy więcej tłuszczu niż w grupie kontrolnej. Ciśnienie diastoliczne spadło o 1.8 raza więcej niż w grupie kontrolnej, zaś ciśnienie systoliczne 3.3 raza.

Tarczyca

Bardzo często nasza tarczyca niedomaga ponieważ niektóre pierwiastki (takie jak fluor, chlor czy brom) rywalizują z jodem i blokują miejsca wiążące w receptorze, a ich nagromadzenie może spowodować nawet stan zapalny i obumieranie komórek tarczycy. Gdy w organizmie brakuje jodu niezbędnego do produkcji hormonów tarczycy, organ ten staje się niewydolny w ich wytwarzaniu co prowadzi do niedoczynności. Im więcej niepotrzebnych pierwiastków usuniemy, tym więcej jodu nasza tarczyca może zużyć do produkcji hormonów tarczycowych. I tutaj naprzeciw nam wychodzi sauna infrared, dzięki której usuwamy z organizmu zbędne produkty przemiany materii oraz metale ciężkie pozwalając naszym organom na optymalną pracę.

Zdrowie psychiczne

Doświadczenia użytkowników oraz przeprowadzone badania wskazują również, że promienie infrared są niezwykle korzystne dla naszego zdrowia psychicznego. Jest wiele sposobów, dzięki którym sauna może okazać się skuteczna na tym polu – redukcja stanów zapalnych, zmniejszenie ciśnienia, poprawa funkcji naczyniowych oraz zwiększenie relaksacji i lepsze samopoczucie. Również pacjenci z depresją mogą znaleźć w saunie ukojenie. W jednym z badań wykazano, że wprowadzanie organizmu w stan hipertermii przez okres 6 tygodni znacznie złagodziło objawy tej dolegliwości u pacjentów z jej silnymi objawami. Badacze zaobserwowali, że efekt sauny okazał się znacznie silniejszy niż leków antydepresyjnych> Mechanizm za to odpowiedzialny może polegać na przejściowym uwolnieniu dynorfin, których działanie jest odwrotne do działania endorfin. Chwilowy wzrost poziomu dynorfin powoduje uwrażliwienie receptorów endorfinowych, a tym samym sprawiając, że stajemy się bardziej podatni na poprawę samopoczucia przy niewielkim nawet wyrzucie endorfin. To właśnie dlatego po intensywnym wysiłku lub saunie czujemy się tak wspaniale. A efekt ten pogłębia się jeszcze bardziej wraz z upływem czasu.

Ponadto fizyczny stres, taki jak intensywne ćwiczenia czy pobyt w saunie, powodują wzrost wydzielania norepinefryny, której efektem jest zwiększona koncentracja i lepsza pamięć. W jednym z badań wykazano, że u mężczyzn przebywających w sanie w 80 st. Celsjusza aż do wyczerpania poziom norepinefryny wzrósł trzykrotnie. podobne efekty w innym badaniu zaobserwowano u kobiet.

Jedno z badań pokazuje, że stosowanie sauny znacząco zmniejsza ryzyko choroby Alzheimera oraz innych rodzajów demencji. Fińscy badacze przeanalizowali karty medyczne 2315 zdrowych mężczyzn w wieku 42-60 lat. Okazało się, że mężczyźni, którzy stosowali saunę 4 do 7 razy w tygodniu w porównaniu z tymi, którzy stosowali ją zaledwie raz, odnotowali 66 % mniejsze ryzyko demencji i 65 % zmniejszone ryzyko choroby Alzheimera.

Są również doniesienia potwierdzające korzystny wpływ gorąca na BDNF (o tych niezwykłych białkach naszego mózgu pisaliśmy już w jednym z wcześniejszych postów).

Sauna w sporcie

sport-2329919_960_720Okazuje się również, że pobyty w saunie zwiększają wydolność. W jednym z badań z udziałem zawodowych biegaczy zaobserwowano, że sportowcy, którzy korzystali z sauny po treningu przez 30 minut dwa razy w tygodniu przez okres trzech tygodni wydłużyli czas biegu aż do momentu wyczerpania o 32 %. Wynik ten najprawdopodobniej jest związany z aklimatyzacją ciała do gorąca, która sprawia, że organizm, gdy jego temperatura wzrośnie, lepiej radzi sobie z wysiłkiem. Okazuje się bowiem, że niewielkie dawki szoku cieplnego niosą ze sobą liczne korzyści. Między innymi wzrasta objętość osocza oraz krążenie krwi do serca i mięśni, jak również sama masa mięśni, co jest wynikiem wyższego poziomu białek szoku cieplnego (HSP, heat shock proteins). Inne korzyści to: zwiększona liczba czerwonych ciałek krwi, większa zdolność do pocenia się jako efekt zwiększonej kontroli termoregulacyjnej, zmniejszona temperatura ciała podczas treningu, zwiększony dopływ krwi do mięśni szkieletowych i innych tkanek, zwiększona wydajność transportu tlenu do mięśni, poprawa działania układu krążenia i zmniejszone tętno.

Jeśli cała powyższa teoria jeszcze was nie przekonała, proponuję praktykę. Nic bowiem nie jest tak cenne jak własne doświadczenie. A jeśli będzie ono tak przyjemne, jak moje, sauna stanie się elementem waszego życia zapewniając wam lepsze samopoczucie i optymalne zdrowie.

 

Bibliografia

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3699878/

Arseniec, Cadmium, Lead and Mercury in Sweat: A Systematic Review, Margaret E. Sears, Kathleen J. Kerr, Riina I. Bray, Journal of Environmental and Public Health, Volume 2012 (2012), Article ID 184745

https://www.jstage.jst.go.jp/article/internalmedicine/47/16/47_16_1473/_pdf

Sauna as a Vauable Clinical Tool for Cardiovascular, Autoimmune, Toxicant-induced and other Chronic Health Problems, Walter J. Crinnion, ND, Environmental Medicine

https://link.springer.com/article/10.1007/s10067-008-0977-y

Infrared sauna in pateints with rheumatoid arthritis and ankylosing spondylitis, Fredrikus G.J. Oosterveld, Johannes J. Rasker, Mark Floors, Robert Landkroon, Bob van Rennes, Jan Zwijnenberg, Mart A.F.J. Van de Laar, Gerard J. Koel, Clinical Rheumatology, January 2009

https://link.springer.com/article/10.1007/s10067-008-0977-y

https://academic.oup.com/ageing/article-abstract/46/2/245/2654230

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/21385602

https://link.springer.com/article/10.1007%2FBF00691246

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/2759081

https://jamanetwork.com/journals/jamapsychiatry/article-abstract/2521478

https://articles.mercola.com/sites/articles/archive/2017/01/12/sauna-health-benefits.aspx